Jakie są najlepsze gry z Jamesem Bondem? 007: First Light przywrócił legendarnego Agenta Jej Królewskiej Mości do służby na konsolach i PC. Jeśli wierzyć recenzjom, to mamy do czynienia z naprawdę udanym powrotem. Ale w jakie inne gry warto zagrać?
Na przestrzeni kilku ostatnich dekad powstało naprawdę wiele gier o przygodach Agenta 007. Ich jakość była, powiedzmy sobie szczerze, różna. Sam pamiętam, jak zagrywałem się w Licence to Kill na Commodore 64. Dziś ten tytuł można ograć np. na C64 Mini. Zapraszam na przegląd wszystkich gier z Jamesem Bondem. Zarówno tych najlepszych, jak i najgorszych. I sporej liczby średniaków.
007 zawsze był silną marką. Książki Iana Fleminga opowiadały o bardzo podkręconych przygodach brytyjskiego agenta. Z kolei ich adaptacje kinowe były festiwalem szalonych pomysłów i lekkiej kiczowatości polanej sosem akcji i humoru. To się po prostu oglądało i nadal ogląda bardzo dobrze.
Wydawcy gier już w latach 80. ubiegłego wieku zorientowali się, że przygody Jamesa Bonda są bardzo wdzięcznym tematem do przeniesienia w formę cyfrowej rozrywki. To niesamowite, że tylko kilka razy udało się zrobić na ich podstawie dobre gry. No, ale zacznijmy od początku. A pierwsza gra o 007 nawet nie miała grafiki!
Pierwsza gra o Agencie 007 jest klasyczną przygodówką tekstową. Oznacza to, że gra nie posiadała grafiki, bo jej nie potrzebowała. Całość można przyrównać do współczesnych gier książkowych. Gracz czytał przebieg wydarzeń i tekstowo poruszał fabułę do przodu.
Pod tym jakże wyszukanym tytułem skrywała się pierwsza gra o Bondzie z grafiką! I to nawet całkiem niezłą, ponieważ pojazd, którym kierujemy faktycznie przypomina pływającego Lotusa. Mamy do czynienia z akcyjniakiem, w którym płyniemy w prawo, omijamy pociski i strzelamy do statków i innych pojazdów.
Przygodowa gra akcji oparta o film o tym samym tytule. Gracze mogli przemierzać miasto kierując z widoku w kokpicie. Po dotarciu na miejsce 007 udawał się na lokacje, a perspektywa zmieniała się na coś, co wiele lat później Resident Evil dopracował do perfekcji.
Mogłoby się wydawać, że w 1986 roku gry już przyciągały realistyczną grafiką złożoną z kilku pikseli. Nic bardziej mylnego. Goldfinger udowadniał, że jest jeszcze miejsce na gry tekstowe. A przynajmniej jego wydawcy tak sądzili. Kolejna bezpośrednia adaptacja filmu, która wymaga od gracza czytania ścian tekstu i wprowadzania precyzyjnych komend.
Swoiste połączenie platformera z celowniczkiem. Gracze odwiedzali różne lokacje, pomiędzy misjami wybierali bronie, a bieg w prawo urozmaicali sobie przeskakiwaniem przeszkód i strzelaniem do przeciwników. Ta ostatnia czynność aktywowała się po zatrzymaniu, gdy na ekranie pojawiał się celownik. Wygląda to nienajgorzej i chyba na dłużej pokazało twórcom, że jak gra o Bondzie to musi być strzelanka i akcyjniak. No prawie.
Gra prawie wyścigowa o Jamesie Bondzie. Gracze przemierzają trasy na całym świecie w motorówce wyposażonej w rakiety. Ich celem jest pokonanie tras jak najszybciej i wyeliminowanie możliwie największej liczby celów. No klimat Bonda "prawie" wylewa się z ekranu.
Dynamiczna strzelanka typu top-down shooter. Akcję obserwujemy z góry, a w czasie zabawy strzelamy biegając pieszo, strzelamy siedząc za sterami helikoptera i jedziemy cysterną. Jest naprawdę efektownie, ładnie i krótko, czyli jak na lata 80. przystało.
Kolejny top-down shooter, w którym tym razem gracze prowadzą Lotusa Esprit. Głównym zajęciem jest jazda po różnych drogach i eliminowanie przeciwników. Nic nadzwyczajnego, ale gra przypadła na czasy popularności gatunku, więc w swoim czasie mogła bawić.
Pierwsza gra przygodowa point n’ click o Bondzie. Nawet dziś można spokojnie powiedzieć, że ten gatunek doskonale pasuje do przygód Agenta 007. Intryga, łamigłówki i szpiegowski klimat sprawiły, że to jedna z najlepszych gier o Jamesie Bondzie tak w ogóle. Przede wszystkim starała się faktycznie oddać ducha oryginalnej serii. Co ciekawe tylko w USA gra była dostępna jako James Bond 007: The Stealth Affair, ponieważ tam Interplay zdobył licencję. Na pozostałych rynkach gra miała tytuł Operation Stealth, a jej bohaterem był John Glames.
Chyba nie myśleliście, że Bond nie doczekał się platformera? Oczywiście taka gra się pojawiła i opowiada o młodzieńczych latach Agenta 007. A ten już jako młodzik prowadził myśliwce, pływał uzbrojonymi łodziami i skakał po platformach niczym Książę Persji. Trzeba przyznać, że to była całkiem barwna i różnorodna gra jak na swoje czasy.
Dość klasyczna dwuwymiarowa, platformowa gra akcji. We wczesnych latach 90-tych w ten sposób wyobrażano sobie idealną adaptację każdego filmu akcji. Na pewno znajdzie się mini konsola, na której można ograć dziś ten tytuł. Czy warto? Jeśli tylko interesuje was chodzenie w jedną stronę, strzelanie do klonów przeciwników i okazjonalne starcia z bossami to pewnie tak. Chociaż gra nie zapisała się w historii, no chyba, że jako ostatni Bond 2D.
Era raczkującej grafiki 3D przynosiła wiele interesujących gier i spektakularnych porażek. Deweloperzy kroczyli niczym ślepi w składzie porcelany. A jeśli dodamy do tego klątwę gier licencyjnych to możecie się domyślić, jak różnie wychodziły gry z Bondem. Niemniej to wśród gier w trójwymiarze o Agencie 007 znalazły się te uznawane za najlepsze.
Gra okrzyknięta jednym z najlepszych konsolowych FPS w historii. Złośliwi powiedzą, że głównie dlatego, ponieważ w 1997 roku strzelanek pierwszoosobowych na konsole było niewiele. Ich opinia nie zmienia faktu, że gra ma średnią 96/100 w serwisie Metacritic. Na swoje czasy oferowała innowacyjne sterowanie, różnorodne poziomy bazujące bezpośrednio na filmie i wciągający gameplay. Zwyczajnie w swoim czasie gra miała mało słabych stron. Po 15 latach powstał remake na Nintendo Wii, a obecnie gra jest dostępna w abonamencie Nintendo Switch Online + Expansion Pack.
Twórców tej gry należy docenić za próbę stworzenia czegoś nowego i przeniesienia przygód Jamesa Bonda do formy gry trzecioosobowej. Zapowiadało się dobrze, a gra ma kilka ciekawych pomysłów. Przykładem mogą być cutscenki wyjęte wprost z filmu, który adaptowała gra. Niemniej krótki czas na produkcję ze względu na premierę filmu zaowocował wieloma niedoróbkami i cięciami pomysłów. Ostatecznie wyszła gra uznawana za jedną z najgorszych na licencji 007.
Duchowa kontynuacja kultowego GoldenEye. Gracze ponownie zobaczyli akcję z perspektywy Jamesa Bonda. Twórcom udało się stworzyć ponownie angażującą kampanię singlową, chociaż opartą o nie najlepszy film. W grze znalazł się rozbudowany tryb sieciowy, ale ten nie zyskał już takiej popularności, jak u poprzednika. The World Is Not Enough miało się pojawić także na PS2, ale już na etapie produkcji okazało się, że gra mocno niedomaga i projekt skasowano. Wersja na starsze konsole w dniu premiery uchodziła za graficzną perełkę i zalicza się do jednych z najlepszych gier o Agencie 007. Co ciekawe gra doczekała się wersji na GameBoy Color. Oczywiście nie była tytułem FPP, a czymś w rodzaju przygodowej gry akcji z widokiem izometrycznym.
Tak, gra pseudo wyścigowa na licencji Bonda. A w zasadzie to coś w stylu akcyjniaka, ale za kierownicą napakowanych gadżetami aut Agenta 007. Wyszło słabo i dziś ta gra jest uznawana za jedną z najgorszych. Chociaż sam pomysł nie wydaje się tak zły. W końcu samochody Bonda zawsze rozgrzewały wyobraźnię fanów serii.
Gra, która zebrała przyzwoite oceny, ale nie porwała tłumów. W 2001 roku rodziły się legendy FPP, a te przygody Bonda nie robiły niczego nadzwyczajnego. Niemniej to solidna gra z naprawdę ładną oprawą, jak na swoje czasy i rozgrywką, która potrafi bawić. Po prostu wyszła w czasach, w których już znacznie ciężej było się wyróżnić.
W 2002 roku okazało się, że shooter może oferować coś wyjątkowego. Nightfire nie bazował na żadnym filmie, ale opowiadał autorską historię. Mimo to wizerunku Bondowi użyczył Pierce Brosnan. Najważniejsze jednak, że obok iście bondowskiego arsenału gracze mieli wybór tego, jak przejść misje fabularne. Można było przejść przez przeciwników z gracją czołgu, wykończyć wszystkich gadżetami od Q, albo z wdziękiem brytyjskiego agenta eliminować przeciwników po cichu. Tak powstawała jedna z najlepszych odsłon, chociaż na niektórych konsolach AI pozostawiało trochę do życzenia.
Everything or Nothing przez wielu jest uznawane za najlepszą grę z Bondem. Faktycznie ta gra ma wiele do zaoferowania i faktycznie to co robi, to robi dobrze. Mamy tu trzecioosobową grę akcji z masą strzelania, skradania, korzystania z gadżetów i jeżdżenia pojazdami. Graficznie tytuł prezentuje się wyśmienicie, a do tego obok Brosnana wystąpiła w nim plejada gwiazd kina. Fabułę napisał autor kinowych Bondów, w których występował Brosnan. Po prostu wszystko się tu spięło i po premierze tej gry przez kolejne ponad dwie dekady nie powstała równie dobra produkcja o Agencie 007.
Spin-off przygód Bonda, w którym gracze wcielają się w eksagenta stającego po stronie tych mniej dobrych. Na swojej drodze spotykamy ikonicznych złoczyńców, a ostatecznie mierzymy się z samym Agentem 007. Tylko, że gra była do bólu sztampowa i w gruncie rzeczy dość nijaka. Nawet tytułowe Złote Oko nie było rosyjskim satelitą, ale wszczepem cybernetycznym naszego antybohatera. Gra ostatecznie uchodzi za jedną ze słabszych. Choć jej największym grzechem było nie to, że jest zła, ale zwyczajnie średnia.
W zasadzie można powiedzieć, że to Everything or Nothing, ale w szatach lat 60. XX wieku. Twórcy gry odkopali klasyczny film z Seanem Connerym i nałożyli go na szkielet wspomnianego hitu. Wyszła naprawdę dobra gra, w której bondowski klimat wylewa się z ekranu. Jej problemem jest to, że nie zaskoczyła niczym nowym. Mimo to jest jedną z najlepszych gier o Bondzie.
Daniel Craig jest dla niektórych najlepszym Bondem, a dla innych tym prawie najsłabszym. Gry z jego udziałem były ambitne i dofinansowane. Niestety tu także dostaliśmy jedną naprawdę dobrą produkcję, jedną nijaką i jedną, któa zakopała markę w gamingu na półtora dekady!
Quantum of Solace nie jest najbardziej pamiętnym filmem z serii o Bondzie. Niemniej doczekał się growej adaptacji. Gracze dostali w zasadzie bondowskie Call of Duty z Danielem Craigiem. Czyli zasadniczo nic specjalnego. Gra jest naprawdę solidną strzelanką, ale zabrakło w niej klimatu przygód 007. Przynajmniej jeśli lubi się klasyczne przygody tego bohatera.
Kolejna trzecioosobowa gra akcji bazująca na autorskiej historii. Ponownie w rolę Bonda wcielił się Daniel Craig, a obok niego na ekranie pojawiła się m.in. Judi Dench. Gra wyszła całkiem nieźle, choć nie zapisała się w historii jako wielki hit. Ot, solidnie przygotowana gra akcji na miarę swoich czasów. A te czasy widać choćby w okropnym żółtym filtrze na kolorach. W okolicach lat 2010 wszystkie gry musiały być żółto-brązowe.
Chciałoby się napisać, że miał być hit! Pomysł na przedstawienie w grze najbardziej kultowych przygód Jamesa Bonda z całej historii kinowych produkcji brzmiał fantastycznie. Niestety ostateczny produkt nie dowiózł. Gra miała być hołdem dla Agenta 007. Każdy etap bazuje na innym filmie… tylko że w każdym główną rolę gra Daniel Craig, a całość jest uwspółcześniona. W efekcie nie ma tu hołdu, nie ma klimatu i nie ma angażującej rozgrywki. 007 Legends to kiepsko wykonane Call of Duty. Zresztą wydarzenia w grze nawet nie pokrywają się z filmami, które przedstawiają. Jakby tego było mało finał gry ukryto pod płatnym DLC bazującym na Skyfall. Nie bez przyczyny ta gra zakopała markę Bonda w świecie gamingu na kolejne 14 lat!
007: First Light powstawał pod roboczą nazwą Project 007 w duńskim studiu IO Interactive. Tak, tym odpowiedzialnym za serię Hitman i to widać w nowej grze o przygodach Agenta 007. Mimo iż gra bazuje na licencji filmowej, to nie adaptuje żadnego obrazu kinowego. Zamiast tego stawia na autorską historię ukazującą początki młodego i niedoświadczonego Bonda.
Pod względem rozgrywki dostaliśmy grę TPP, w której mamy elementy skradane niczym w Splinter Cell, sekcje przygodowe w stylu Uncharted i bijatyki rodem z serii Arkham. Całość pod względem struktury przypomina ostatnie odsłony Hitmana, ale przeplecione segmentami liniowymi z oskryptowaną akcją. Mieszanka iście piorunująca w sosie filmowego przedstawienia fabuły.
I wygląda na to, że 007: First Light wyszedł wybornie. Gra zgarnia same pozytywne oceny. Przede wszystkim cieszą takie elementy, jak możliwość dowolnego realizowania celów. Gracze mogą pozostawać możliwie najdłużej w ukryciu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozegrać zadanie niczym heros kina akcji lat 80. XX wieku. Co ciekawe Bond nie może sam rozpocząć strzelaniny. Jego licencja na zabijanie aktywuje się dopiero, gdy przeciwnik wyciągnie broń palną. Wcześniej pozostają pacyfistyczne rozwiązania, jak gadżety, czy wykpienie się z sytuacji podbramkowych dobrą gadką.
007: First Light pokazał, że można zrobić naprawdę dobrą grę z Bondem w roli głównej. Długo przyszło nam czekać na tak mocny tytuł. Czas pokaże, czy 007 powróci w blasku chwały na nasze konsole i komputery. Macie swoją ulubioną grę z Bondem?