Największe gamingowe porażki 2024 roku! Na czym polegli wydawcy?

Rok 2024 już za nami i chociaż stronimy od podsumowań to jednej kwestii chcemy się bliżej przyjrzeć. Ostatnie 12 miesięcy obfitowało w wiele głośnych i nieudanych premier w świecie gier. Przygotowaliśmy więc listę największych growych porażek 2024.

Wiele osób mówi, że żyjemy w najlepszych czasach gamingu i jeśli spojrzymy przez pryzmat małych deweloperów oraz gier indie, albo tzw. średniaków AA to faktycznie możemy się ku temu stwierdzeniu przychylić. W minionym roku na rynek trafiło naprawdę wiele fantastycznych tytułów, a gry jeszcze nigdy nie były tak dostępne jak teraz. Chociaż platformy cyfrowej dystrybucji i programy subskrypcyjne mają swoje minusy to jednak mocno ułatwiają dostęp do gier. Dodajmy do tego kilka wiodących konsol, granie w chmurze, czy potężny arsenał retro sprzętów. Bycie graczem jest dziś łatwe, ale w tym polu dobrobytu jest jeden zakątek nędzy i rozpaczy. Nazwa jego brzmi... segment AAA.

W 2024 roku na łopatki wyłożyli się najwięksi gracze na rynku. Gry AAA w znacznej większości mijały się z oczekiwaniami graczy i księgowych. Niestety tak to jest kiedy ci drudzy wróżą z Excela co powinno się podobać tym pierwszym. Zebraliśmy kilka największych wpadek rynku gier i najgorszych gier 2024 roku. Pominiemy niewesołą sytuację na rynku zatrudnienia w branży gamingowej, ponieważ ta wymaga głębszej analizy i jest pokłosiem ogólnego kryzysu oraz pękających baniek przeszacowania stanu rynku. Zapraszamy do lektury o porażkach 2024 roku.

Concord – kochajmy gry, tak szybko odchodzą

Historie o tym ile Sony wydało na produkcję Concord są już legendami. Niemniej mówi się zawsze o kilkuset milionach dolarów wydanych przez kilka lat produkcji. Cały ten hajs poszedł na grę sieciową, która kilkanaście dni po premierze została usunięta z rynku, a jej serwery zamknięte. Szacuje się, że sprzedano zaledwie przeszło 25 000 egzemplarzy, a dzienną liczbę graczy liczyło się w setkach. Prawdopodobnie żadna gra w 2024 roku nie zabolała księgowych tak, jak ten sieciowy hero shooter. Co poszło nie tak?

Po pierwsze Sony spóźniło się z premierą gry o kilka lat. Gracze chcący bawić się przy hero shooterach mają już swoje tytuły i nie przesiądą się na inne po inwestycji tysięcy godzin w granie. Niestety menadżerowie wielkich korporacja zdają się nie widzieć tego prostego faktu. Dodajmy do tego nijakie postaci, narrację twórców celującą w konkretne grupy odbiorców, które są jak się okazuje niszowe i wysoką cenę za grę. Ten ostatni element szczególnie bawi w obliczu wielu lepszych, popularnych i darmowych konkurentów. Sony po prostu popełniło masę błędów przy tej grze. Co gorsza japoński koncern mógł wykorzystać całkiem dobre mechaniki gry i ubrać je w szaty swoich kultowych marek. Prawdopodobnie gra miałaby szansę na odniesienie sukcesu, czego dowodem jest Marvel Rivals kopiujący Overwatch, ale serwujący graczom ukochanych bohaterów.

Dragon Age: The Veilguard – gra dla nikogo

Dragon Age: The Veilguard jest świetnym przykładem tego, w jaki sposób korporacje grzebią swoje marki, które były swego czasu ikonami gamingu. Pierwsza odsłona serii Dragon Age była brutalną grą action RPG, która przez swoich twórców była określana mianem duchowego spadkobiercy Baldur's Gate. Faktycznie tytuł nie bał się poważnych tematów, serwował graczom ponury świat i angażującą historię stojącą charakterystycznymi bohaterami, których zwyczajnie się lubiło. Druga część choć składana na prędko to i tak trzymała się zasad rządzących wykreowanym światem. Premiera Dragon Age: Inkwizycja była spektakularnym sukcesem sprzedażowym, ale jednocześnie fani wskazali, co w grze nie działało i jaką drogę powinni obrać twórcy. Tak przechodzimy do Dragon Age: The Veilguard, w którym wszystko zdaje się być nie na miejscu.

BioWare przeanalizowało opinie graczy na temat poprzedniczek i postanowiło usunąć z gry wszystko czego oczekiwali fani cyklu. Zamiast mrocznego świata fantasy mamy stylistykę łączącą w sobie fantasy w stylu Warcraft z postaciami wyjętymi wprost z Fortnite. Postaci są nieciekawe i mówią niczym nieogarnięci nastolatkowie, a elementy RPG zostały praktycznie spłycone do absolutnego minimum. Całość zalano sosem poprawności znanej jako DEI. Jeszcze przed premierą rozgorzała dyskusja na temat problemów gry i jak pokazała sprzedaż Dragon Age: The Veilguard okazał się tworem dla nikogo. Trochę szkoda, ponieważ nieco więcej szacunku dla fundamentów serii mogłoby tak naprawdę zaowocować naprawdę dobrą grą. Jeśli zaś chodzi o DEI w tej grze to takie tytuły, jak Baldur's Gate 3 pokazują, że można zrobić dobrą grę, w której każdy będzie miał swoją reprezentację i nikomu to nie będzie przeszkadzać. Wystarczy się skupić na tym, aby gra była dobra i kierowana do odpowiedniej grupy odbiorców.

Suicide Squad: Kill the Justice League – zaoranie swojego dziedzictwa

Rocksteady dało nam fenomenalną trylogię Batman Arkham, która perfekcyjnie oddała doświadczenie bycia Batmanem. Unikatowy styl gry, nie wstydzenie się komiksowego pochodzenia i doskonale skrojone mechaniki. Każda odsłona serii dawała niezwykłe solowe doświadczenie i serwowała graczom angażująca przygodę. Nie mówiąc o szacunku, z jakim gry podchodziły do materiału źródłowego i postaci Mrocznego Rycerza. Niestety Warner Bros. uznało, że chce mieć grę usługę w świecie komiksów DC. I tak specjaliści od gier dla pojedynczego gracza otrzymali zadanie stworzenia sieciowej, kooperacyjnej gry akcji.

Suicide Squad: Kill the Justice League okazało się spektakularną klapą, choć nie taką, jak wspomniany Concord. Wydawca starał się jeszcze ratować trupa. Niemniej gracze otrzymali niezbyt wyszukanego akcyjniaka, w którym drugoplanowi bohaterowie komiksów strzelają w kolorowe punkty na wrogach. Gra swoim rozmachem mechanicznym przypomina tytuły z ery PS2, a szatą graficzną robi wrażenie co najwyżej na osobach, które niedawno odkryły PS4. Dodajmy do tego, że fani DC muszą na ekranie oglądać upodlanie ich ulubionych bohaterów w bardzo nie wyszukany sposób, co dodatkowo odrzuciło ich od rozgrywki. Mamy wrażenie, że gra solowa o jakimkolwiek bohaterze DC od Rocksteady zarobiła by dużo więcej niż Suicide Squad: Kill the Justice League. Szkoda, że księgowi i prezesi wielkich wydawnictw nadal nie rozumieją, że najbardziej dochodowe gry biorą się z kreatywności, a nie zimnej kalkulacji!

Skull and Bones, Star Wars Outlaws, Assassin's Creed: Shadows i wszystko co robi Ubisoft

Ubisoft był wiele lat temu wydawcą dostarczającym wiele hitów. Niestety wraz z przejściem z formatu wydawcy na producenta gier jakość serii tej firmy zaczęła spadać. To co francuski gigant zaserwował nam w 2024 roku to już temat na niejedną książkę, dlatego wspomnimy tylko o trzech największych wpadkach. Skull and Bones zaczęło powstawać tuż po wydaniu czwartej odsłony serii Assassin's Creed. Firma słusznie uznała, że gra sieciowa pozwalająca prowadzić własne okręty po wodach Morza Karaibskiego będzie strzałem w dziesiątkę. Problem w tym, że produkcja przeciągnęła się o niemal dekadę. W 2024 roku ten tytuł już nikogo nie obchodził, ale Ubisoft nie tylko parł w zaparte, ale też zapowiedział, że Skull and Bones będzie pierwszą w historii grą AAAA. Jak wyszło? Szata graficzna i mechaniki uboższe niż w Assassin's Creed IV z 2013 roku oraz znikoma liczba graczy na serwerach. Ten statek tonął tak naprawdę jeszcze przed zwodowaniem.

Złośliwi powiedzą, że tylko Disney może zaorać i nie zarobić na marce jaką jest Star Wars. To moment, w którym Ubisoft mówi, żeby potrzymać mu piwo. Kolejna gra, którą w zapowiedziach ogłaszano mesjaszem gamingu, a wyszedł nijaki średniak. Wbrew temu, co niektórzy mówią nie mamy do czynienia z paździerzem absolutnym. Niemniej gra niczym się nie wyróżnia, nie brakuje w niej błędów, bohaterka niespecjalnie daje się lubić, a najważniejsze mechaniki biją po oczach niedopracowaniem. Trzy dekady temu dostalibyśmy ten tytuł na płytce z magazynem gamingowym. Rozmiar tragedii może nie byłby tak wielki gdyby nie ceny, jak za mesjasza gamingu.

W końcu gra, która miała wyjść, ale smród wokół niej będzie ciągnął się za całą serią o skrytobójcach jeszcze długo. Gracze prosili od przeszło dekady o japońską odsłonę flagowej serii Ubisoftu. I tak w końcu w 2024 roku miał zadebiutować Assassin's Creed: Shadows. Pomijamy fakt, że wydawca spóźnił się z tą grą o dobrą generację konsol. Najgorsze jest to, że kiedy wszystkie odsłony podchodziły z szacunkiem do przedstawianych realiów historycznych mimo fikcyjnej fabuły to tutaj w feudalnej Japonii postanowiono opowiedzieć historię czarnoskórego samuraja i japońskiej skrytobójczyni. Chyba nie musimy mówić jaki element nie spodobał się graczom i wszystkim Japończykom. Ubisoft bronił się, że Yasuke jest postacią historyczną. Szybko okazało się, że autor książki o tej postaci może być oszustem, który markował wpisy na Wikipedii. Wydawca zmienił narrację, że przecież seria jest fikcją i każda odsłona jest wynikiem prac kreatywnych. Tylko, że wcześniej ta kreatywność była zbieżna z wydarzeniami historycznymi. Najgorsze jest to, że bez względu na to czy Yasuke jest autentyczną postacią czy nie, wystarczyło zrobić grę o japońskim samuraju, a czarnoskórego bohatera przedstawić w dodatku, jako ciekawostkę historyczną. Prawdopodobnie wtedy każdy rozsądny gracz uznałby to za fantastyczny pomysł i coś intrygującego. Tymczasem po drodze wypłynęły inne afery związane z grą, posługiwaniem się nielegalnie grafikami, czy figurką ze złamaną bramą torii będącą symbolem nuklearnej zagłady w Nagasaki. Assassin's Creed: Shadows został przeniesiony na 14 lutego 2025 roku i szczerze wątpimy, aby ta gra była sukcesem, którego Ubisoft potrzebuje.

Test Drive: Solar Crown – niepotrzebny powrót

Test Drive: Unlimited był grą wyprzedzającą swoje czasy. Wielka motoryzacyjna piaskownica serwowała graczom możliwość wcielenia się w dzianego miłośnika motoryzacji. Druga część nie była już tak dobra, ale nadal miała w sobie to coś. Po trzynastu latach wydano kontynuację, której zapowiedzi rozgrzewały serduszka fanów wirtualnych samochodówek. Niestety Test Drive: Solar Crown już na etapie beta testów pokazał, że jest źle. Twórcy obiecywali, że na premierę gra będzie dopracowana w najmniejszym detalu, a gracze nie mają się o co martwić. I faktycznie nie mają, a nawet nie muszą w ogóle myśleć o tej grze, ponieważ wyszedł finalnie paździerz, który na kazdym polu przegrywa z wiodącymi samochodówkami.

Test Drive: Solar Crown oferuje nijaki model jazdy, oprawę graficzną miejscami pamiętającą czasy PS3 i fatalną optymalizację. Dodajmy, że gra wymaga stałego połączenia z serwerami, które działają jak chcą i kiedy chcą. Nie tego oczekiwali gracze pamiętający długie godziny spędzone na hawajskich drogach. Skoro gra miała wyglądać tak, jak wygląda to pytanie, po co ona w ogóle wyszła?

Unknown 9 Awakening  - gra, która nikogo nie obchodzi

Słyszeliście o Unknown 9 Awakening? My niby tak, ale zapomnieliśmy o tej grze i przypomnieliśmy sobie dopiero teraz. Najlepiej to z czym mamy do czynienia opisuje fakt, że aktorka Anya Chalotra odgrywająca główną bohaterkę nie miała pojęcia o czym jest gra. W wywiadach odtwórczyni głównej roli nie miała pojęcia kim jest jej bohaterka, co w niej robi i jak się nazywa. Prawdziwe marketingowe piekiełko. Na szczęście gra jest niedopracowana, cierpi na brak sztucznej inteligencji, szatę graficzna sprzed dwóch dekad i całkowicie nieciekawą fabułę, więc nieudane wywiady tylko i wyłącznie uratowały graczy. Nie uratowały za to gry, w którą nikt nie gra. Pewnie nawet jej twórcy od połowy procesu dewelopingu nie włączali rozgrywki, tylko na ślinę próbowali ukończyć to co tam kleili.  

PlayStation 5 Pro – chamski skok na kasę

Na koniec nie gra, ale sprzęt, który pokazał jak się kończy brak konkurencji na rynku konsol. Tutaj honorowe podziękowania dla Microsoftu za sukcesywne zabijanie Xboxa. Niemniej powiedzieć, że Sony się odkleiło przy premierze PlayStation 5 Pro to nic nie powiedzieć. Nowa mocniejsza konsola japońskiej marki na papierze jest dużo mocniejsza i wydajniejsza od standardowych wersji PS5. Dzięki temu gracze mieli się cieszyć nowym wymiarem gamingu. Co tak naprawdę dostali?

Na moment pisania tego artykułu PS5 Pro kosztuje 3500 zł i w tej cenie klient dostaje konsolę z ultra atrakcyjnymi paskami na obudowie pasującymi do dresu. Paski zajęły tyle miejsca, że w zestawie nie znalazł się napęd na płyty, ponieważ sprzedaż cyfrowa jest wygodna i gdy tylko fizyczne kopie znikną to gry będą mogły kosztować tyle ile tam sobie zażyczy wydawca, czyli jeszcze więcej. Jeśli cenicie sobie stabilne ułożenie konsoli to podstawkę będziecie musieli sobie dokupić również oddzielnie. Oczywiście napęd także można dokupić, ale jest on drogi i raczej niedostępny, albo dostępny za znacznie większą kwotę niż powinien. Jeśli już ktoś się zdecyduje na zmianę konsoli ze zwykłego PS5 na PS5 Pro to w czasie rozgrywki na szczęście nie zobaczy różnic w szacie graficznej, więc nie poczuje się nieswojo. Za to po spauzowaniu będzie mógł zobaczyć lepszą jakość krawędzi na trawie w trzecim planie. O ile akurat patch poprawiający grafikę w danej grze nie sprawi, że na Pro jednak będzie ona działała gorzej, bo i takie wpadki się pojawiały. Tak na poważnie to w większości gier nie da się odczuć różnicy w wydajności. Gry nadal korzystają z różnych trybów graficznych, a jakby tego było mało Sony olało temat ekskluzywnych tytułów wyciskających pełną moc z nowego sprzętu. Tym samym PS5 Pro jest największym chamskim skokiem na kasę w tym roku!

Tak się prezentują naszym zdaniem największe gamingowe porażki 2024 roku. Oczywiście można by znaleźć więcej wpadek i porażek, ale po co się pompować negatywną energią. Mamy nowy rok i już niedługo na pewno zobaczymy kolejne spektakularne klapy. Co jak co, ale w segmencie AAA, wydawcy uczą się zaskakująco powoli!

Daj znać o nas znajomym

Zajęcia na Światowy Dzień Czytania Tolkiena

Dokładnie 25 marca jest obchodzony Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Ta okazja jest istotna nie tylko dla największych miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena, ale także dla fanów fantasy ogólnie. Brytyjski profesor nie tylko wykreował fantastyczny i autentyczny w swoich ramach świat, ale także dał podstawy pod fantasy, jakie dziś znamy. Postanowiliśmy zebrać kilka pomysłów na świętowanie tego ważnego geekowskiego święta.

Fani twórczości profesora Tolkiena pierwszy raz ustanowili Światowy Dzień Czytania Tolkiena w 2003 roku. Data przypadła na 25 marca, ponieważ to w tym dniu Frodo dotarł do celu swojej podróży i ostatecznie zniszczył jedyny pierścień. Faktycznie jest to okazja do świętowania i postaramy się podsunąć pomysły na obchodzenie tego dnia w należyty sposób. Już na wstępie polecamy zagłębić się w świat gier planszowych na podstawie „Władcy Pierścieni”. Klikając link traficie na nasz serwis partnerski o grach bez prądu, gdzie znajdziecie parę tytułów na Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Poniżej zaś przedstawiamy kilka innych pomysłów.

Zacznijcie czytać Tolkiena!

Niewątpliwie najlepszym pomysłem na spędzenie Światowego Dnia

Recenzja PocketBook Verse

Ostatnio czas na czytanie książek znajduję głównie w nocy przed położeniem się spać. W takiej sytuacji mogę korzystać z lampki do czytania, co też robiłem lub postawić na czytnik e-booków. Szczęśliwym trafem miałem okazję przetestować taki gadżet, więc zapraszam na recenzję czytnika PocketBook Verse.

Czytnik e-booków chodził za mną od dłuższego czasu i nadarzyła się okazja, aby sprawdzić takie urządzenie. PocketBook Verse trafił na rynek jako zastępstwo za model Touch Lux 5, ale jako że nie miałem okazji obcować z poprzednikiem to nie znajdziecie tu porównania obu modeli. Natomiast chciałbym opowiedzieć, jak mi się czyta na tym urządzeniu i czy spełniło moje oczekiwania. Zapraszam do lektury.

PocketBook Verse – wygląd i wykonanie

PocketBook Verse waży 182 g i patrząc na sucho na tę liczbę spodziewałem się bardzo lekkiego w odczuciu urządzenia, tymczasem czuć je w ręce. Nie oznacza to, że jest ciężki i jego trzymanie męczy, ale powoduje wrażenie obcowania z solidnym sprzętem a nie plastikową zabawką. Ekran o przekątnej 6 cali otaczają dość szerokie ramki, co pozwala wygodnie chwycić czytnik i ułożyć kciuk na froncie bez zasłaniania części ekranu. Natomiast przez tę szerokość może czasem braknąć nam palca do kliknięcia czegoś na dotykowym ekranie.

Kanadyjczyk zebrał 24 auta z Szybkich i Wściekłych

Saga "Szybkich i Wściekłych" dawno odleciała od tematów motoryzacji i nielegalnych wyścigów samochodowych, ale ciągle posiada bardzo dużą grupę fanów. Niektórzy z nich zrobią wiele, aby mieć gadżety związane z ukochaną franczyzą. Czasem oznacza to samochody modyfikowane na modłę filmowych pojazdów. Pewien Kanadyjczyk poszedł o krok dalej i zbudował prawdziwą kolekcję replik samochodów ze srebrnego ekranu. W garażu pasjonata znalazły się 24 wyjątkowe maszyny.

"Fast and Furious" zadebiutowało w 2001 roku i do dziś seria ma się bardzo dobrze. Doczekała się nie tylko kilku kolejnych odsłon, ale w planach są kolejne części oraz spin-offy. Do tego na rynek trafiły różne gry, projekty oraz inne gadżety związane z marką. O ile pierwsze części faktycznie były kierowane do fanów motoryzacji to już kolejne przypominają skrzyżowanie filmów akcji z solidnym sci-fi, fantasy oraz innymi bajkami. Twórcy dawno porzucili korzenie oraz prawa fizyki. Tak czy inaczej na ekranie nadal pojawiają się fantastyczne motoryzacyjne perełki.

Rośliny i kwiaty z klocków LEGO

Dzień Kobiet zbliża się wielkimi krokami i choć po drodze czekają nas jeszcze Walentynki to już teraz pomyśleć nad ciekawym upominkiem dla partnerek i bliskim nam kobiet z okazji ich święta. Powiedzmy sobie szczerze kwiatki i czekoladki są już dość oklepane. Natomiast wiecie, że możecie podarować kwiaty swoim bliskim, ale w naprawdę geekowskim stylu? Zapraszamy na przegląd kolekcji botanicznej LEGO!

Na łamach naszego serwisu mogliście już m.in. zobaczyć przegląd LEGO dla graczy lub LEGO Technic Monster Jam. Teraz przy okazji zbliżającego się święta płci pięknej doszliśmy do wniosku, że część z was może zechcieć zrobić kwiatowy prezent swoim bliskim, ale w wydaniu od geeka dla geeka. Duńska marka od jakiegoś czasu oferuje zestawy w ramach kolekcji botanicznej. W jej ramach powstają konstrukcje wzorowane na prawdziwych roślinach. Możemy sięgnąć zarówno po cięte kwiaty, jak i rośliny doniczkowe. Do konstrukcji wykorzystano elementy znane z innych zestawów, ale w żywych kolorach odpowiadających danym roślinom.

LEGO Botanical Collection została podzielona na dwie serie: Kwiatów i bukietów oraz Roślin. Bardziej rozbudowane zestawy zaliczają się także

Jakie akcesoria do Nintendo Switch?

W końcu masz za sobą podjęcie decyzji o zakupie Nintendo Switch! Konsola już dotarła, zaczynasz ją poznawać i się świetnie bawisz, ale czujesz że będą potrzebne jakieś dodatkowe gadżety. Pozostaje pytanie jakie akcesoria do Switcha kupić w pierwszej kolejności? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie!

Hybrydowa konsola Nintendo była dla mnie wielkim zaskoczeniem, o czym pisałem w artykule odpowiadającym na pytanie, czy warto kupić Switcha w 2023 roku? Dziś w oparciu o swoje doświadczenia opowiem, po jakie akcesoria do „pstryczka” warto sięgnąć. Opiszę z jakich gadżetów ja korzystam i w jaki sposób one pomagają mi w lepszym wykorzystaniu możliwości konsoli. Nie będę zwracał uwagi na konkretne modele dodatków, ale raczej wskażę jakiego rodzaju sprzęt szybko okaże się bardzo potrzebny. O ile macie zamiar wykorzystywać Switcha zgodnie z jego przeznaczeniem!

Joy-cony, pady i pełna kontrola nad Switchem

Temat kontrolerów do Nintendo Switch jest naprawdę szeroki i wiąże się bezpośrednio z możliwościami, ale także pewnymi upośledzeniami konsoli. Zacznijmy od tego drugiego wątku. Urządzenie korzysta z tzw. joy-conów, czyli małych padów wpinanych na krawędzie tabletu.

Book nook z LEGO

Chcecie dodać swojej kolekcji książek wyjątkowego wyrazu. Rozwiązaniem może być book nook z LEGO. Od kilku lat specjalne wstawki do regałów z książkami cieszą się rosnącą popularnością, co zauważyła także duńska marka klocków. Postanowiliśmy sprawdzić, jakie zestawy mogą kupić mole książkowe z geekowskim serduszkiem.

Temat jest jeszcze bardzo świeży, dlatego liczba zestawów na moment pisania tego artykułu jest dość skromna. Za to nadrabiają tematyką i pomysłami. Zanim przejdziemy do opisu poszczególnych book nooków z LEGO warto się pochylić nad tym, czym w ogóle są te gadżety. Temat jest bowiem bardzo interesujący nie tylko dla osób skupionych na swoich książkach. Te miniatury urosły do statusu oddzielnego hobby dla majsterkowiczów i modelarzy. W zasadzie ograniczeniem może być jedynie wyobraźnia, a tej miłośnikom dobrej lektury raczej nie brakuje. No, ale po kolei.

Co to book nook?

Book nook w wolnym tłumaczeniu jest książkowym kącikiem. W wydaniu geekowskim chodzi o miniaturową dioramę, które swoimi gabarytami przypomina tom książki, ale zamiast grzbietu ma okienko pozwalające zerknąć do miniaturowego świata. Model służy do umieszczenia na regale między książkami, co tworzy bardzo interesujący efekt. Najczęściej book nook przedstawia p

Sekretne koncepty Porsche ujawnione!

Wiele osób śmieje się, że Porsche słynie głównie z auta bazującego na kultowym "Garbusie", a projektanci marki nie mają pomysłów. Pojazdy tej firmy trafiające na rynek faktycznie nie zawsze błyszczą, ale projektantom Porsche nie można odmówić umiejętności. Wystarczy spojrzeć na piękne koncepty, a właśnie nadarzyła się ku temu doskonała okazja.

Producent postanowił zaprezentować światu swoje jednorazowe koncepty, które nigdy wcześniej nie widziały światła dziennego. O Panie, ależ śliczne maszyny zalegają w garażach studia projektowego Porsche. Wszystkie samochody wychodzące spod piór projektantów marki można oglądać także w wydanej niedawno książce pod tytułem "Porsche Unseen". Jej lektura pozwala nie tylko zobaczyć cuda stworzone przez designerów Porsche, ale także zgłębić procesy tworzenia współczesnych samochodów.

Porsche - prezentacja nieznanych konceptów

Design Porsche ma swoich wielkich fanów oraz zagorzałych przeciwników. Nie da się jednak odmówić projektantom marki dbałości o detale, a patrząc na koncepty z przeszłości także odwagi. To właśnie maszyny studyjne idealnie pokazują śmiałość i kunszt designerów. Dzięki fantastycznym koncepcjom do modeli produkcyjnych przekradły się rozwiązania zapewniają

Kei car - czym są japońskie mikro-auta?

Japonia jest krajem niezwykle egzotycznym dla przeciętnego Europejczyka. Jedzenie, moda, zwyczaje czy w końcu motoryzacja zdają się bardzo odległe od naszych gustów, a jednocześnie niezwykle kuszące. W świecie motoryzacji czymś niepojętym zdaje się koncepcja kei car, czyli małych miejskich samochodów dla całych rodzin.

Kei car przypominają małe pudełeczka na kołach, a przynajmniej takie pojęcie na ich temat mamy na drugim końcu świata. Tymczasem te niewielkie autka uratowały gospodarkę Japonii, zmotoryzowały naród i pozwoliły wyrosnąć wielkim koncernom motoryzacyjnym. Niestety gatunek ten będący jedną z wizytówek japońskich dróg powoli odchodzi i właśnie dlatego warto sobie powiedzieć nieco więcej o kei car.

Czym są japońskie kei car?

Wielu miłośników motoryzacji spotkało się z określeniem kei car, ale nie każdy wie czym tak naprawdę są te małe autka. Otóż mamy do czynienia z kategorią samochodów małolitrażowych, które nie mogą przekraczać pewnych konkretnych wymiarów oraz pojemności silnika i mocy. Użytkowanie tych samochodów wiąże się z pewnymi ulgami podatkowymi oraz przywilejami, co sprawia, że były one tak popularne i ważne dla Japończyków.

Obecnie auta klasyfikowane jako kei car nie mogą posiadać wymiarów większych niż 3400

Rajd Polski w grach

Rajd Polski jest drugim najstarszym rajdem samochodowym na świecie. Pierwsza edycja imprezy odbyła się w 1921 roku i w niczym nie przypominała współczesnych sportów motorowych. W 2024 roku najważniejsza polska impreza motorsportowa wróciła do kalendarza WRC, a my z tej okazji podpowiadamy, w jakich grach można pojeździć po odcinkach Rajdu Polski!

Rajd Polski był organizowany z przerwami i w tym roku zostaje rozegrana jego 80-ta edycja. We współczesnej erze rajdów impreza była najczęściej rundą mistrzostw europy ERC i mistrzostw Polski RSMP. W 2009 roku pierwszy raz na mazurskie szutry wyjechały załogi walczące w ramach cyklu WRC. Jednorazowa obecność w kalendarzu była efektem długotrwałych zmagań organizatorów. Impreza zebrała na tyle pozytywne oceny włodarzy WRC, zespołów i załóg, że w latach 2014-2017 Rajd Polski był regularnie obecny w kalendarzy mistrzostw świata. Niestety m.in. ze względu na problemy z kibicami impreza straciła status rundy WRC i w 2024 roku powróciła do czempionatu z okazji okrągłej rocznicy.

Dziś Rajd Polski jest rundą szutrową, ale w przeszłości impreza odbywała się na asfaltowych odcinkach w południowej części kraju. Niemniej runda WRC zawsze była organizowana na luźnej nawierzchni. Większość gier, w których pojawił się ten rajd pozwala graczom

Nintendo Switch - gry na początek

Jesteś świeżym użytkownikiem Nintendo Switch i zastanawiasz się po jakie gry sięgnąć w pierwszej kolejności? Na tę hybrydową konsole powstało wiele naprawdę dobrych tytułów i każdy gracz wskaże inne pozycje na start. My wybraliśmy 7 gier na Switcha, które przede wszystkim pozwolą poznać kluczowe marki i możliwości konsoli.

Nasza lista jest oczywiście bardzo subiektywna i częściowo staraliśmy się ją oprzeć o to, jak dane gry oceniają grający. Skupiliśmy się na markach będących ekskluzywnymi dla Nintendo. W końcu nie po to sięga się po Switcha, aby grać w tytuły multiplatformowe. Trzeba jednak przyznać, że takie gry jak Hades, czy Celeste świetnie się nadają na pstryczka. Mimo to, jak wchodzić w świat Nintendo to z przytupem. Na wstępie musimy też podkreślić, że zdajemy sobie sprawę z wysokich cen gier Nintendo. Chociaż bardziej poprawne jest stwierdzenie, że nie tyle są drogie na premierę, co nie tanieją po niej, a nawet na promocjach ich ceny lawirują wokół 200 zł. Plus tej sytuacji jest taki, że w przypadku kiedy gra się nie spodoba to można ją odsprzedać odzyskując niemal całość zainwestowanej kwoty. No ale bez przeciągania oto nasze TOP 7 gier na początek z Nintendo Switch!

Mario Kart 8 Deluxe – najlepsza gra wyścigowa na Switcha

O tym, że w zes

Zobacz wszystkie

Masz pomysł na udoskonalenie Piwnicy? Podziel się!

Musimy o tym napisać! Tego Ci u nas brakuje! Daj znać, co chcesz znaleźć na Piwnicy.