Największe gamingowe porażki 2024 roku! Na czym polegli wydawcy?

Rok 2024 już za nami i chociaż stronimy od podsumowań to jednej kwestii chcemy się bliżej przyjrzeć. Ostatnie 12 miesięcy obfitowało w wiele głośnych i nieudanych premier w świecie gier. Przygotowaliśmy więc listę największych growych porażek 2024.

Wiele osób mówi, że żyjemy w najlepszych czasach gamingu i jeśli spojrzymy przez pryzmat małych deweloperów oraz gier indie, albo tzw. średniaków AA to faktycznie możemy się ku temu stwierdzeniu przychylić. W minionym roku na rynek trafiło naprawdę wiele fantastycznych tytułów, a gry jeszcze nigdy nie były tak dostępne jak teraz. Chociaż platformy cyfrowej dystrybucji i programy subskrypcyjne mają swoje minusy to jednak mocno ułatwiają dostęp do gier. Dodajmy do tego kilka wiodących konsol, granie w chmurze, czy potężny arsenał retro sprzętów. Bycie graczem jest dziś łatwe, ale w tym polu dobrobytu jest jeden zakątek nędzy i rozpaczy. Nazwa jego brzmi... segment AAA.

W 2024 roku na łopatki wyłożyli się najwięksi gracze na rynku. Gry AAA w znacznej większości mijały się z oczekiwaniami graczy i księgowych. Niestety tak to jest kiedy ci drudzy wróżą z Excela co powinno się podobać tym pierwszym. Zebraliśmy kilka największych wpadek rynku gier i najgorszych gier 2024 roku. Pominiemy niewesołą sytuację na rynku zatrudnienia w branży gamingowej, ponieważ ta wymaga głębszej analizy i jest pokłosiem ogólnego kryzysu oraz pękających baniek przeszacowania stanu rynku. Zapraszamy do lektury o porażkach 2024 roku.

Concord – kochajmy gry, tak szybko odchodzą

Historie o tym ile Sony wydało na produkcję Concord są już legendami. Niemniej mówi się zawsze o kilkuset milionach dolarów wydanych przez kilka lat produkcji. Cały ten hajs poszedł na grę sieciową, która kilkanaście dni po premierze została usunięta z rynku, a jej serwery zamknięte. Szacuje się, że sprzedano zaledwie przeszło 25 000 egzemplarzy, a dzienną liczbę graczy liczyło się w setkach. Prawdopodobnie żadna gra w 2024 roku nie zabolała księgowych tak, jak ten sieciowy hero shooter. Co poszło nie tak?

Po pierwsze Sony spóźniło się z premierą gry o kilka lat. Gracze chcący bawić się przy hero shooterach mają już swoje tytuły i nie przesiądą się na inne po inwestycji tysięcy godzin w granie. Niestety menadżerowie wielkich korporacja zdają się nie widzieć tego prostego faktu. Dodajmy do tego nijakie postaci, narrację twórców celującą w konkretne grupy odbiorców, które są jak się okazuje niszowe i wysoką cenę za grę. Ten ostatni element szczególnie bawi w obliczu wielu lepszych, popularnych i darmowych konkurentów. Sony po prostu popełniło masę błędów przy tej grze. Co gorsza japoński koncern mógł wykorzystać całkiem dobre mechaniki gry i ubrać je w szaty swoich kultowych marek. Prawdopodobnie gra miałaby szansę na odniesienie sukcesu, czego dowodem jest Marvel Rivals kopiujący Overwatch, ale serwujący graczom ukochanych bohaterów.

Dragon Age: The Veilguard – gra dla nikogo

Dragon Age: The Veilguard jest świetnym przykładem tego, w jaki sposób korporacje grzebią swoje marki, które były swego czasu ikonami gamingu. Pierwsza odsłona serii Dragon Age była brutalną grą action RPG, która przez swoich twórców była określana mianem duchowego spadkobiercy Baldur's Gate. Faktycznie tytuł nie bał się poważnych tematów, serwował graczom ponury świat i angażującą historię stojącą charakterystycznymi bohaterami, których zwyczajnie się lubiło. Druga część choć składana na prędko to i tak trzymała się zasad rządzących wykreowanym światem. Premiera Dragon Age: Inkwizycja była spektakularnym sukcesem sprzedażowym, ale jednocześnie fani wskazali, co w grze nie działało i jaką drogę powinni obrać twórcy. Tak przechodzimy do Dragon Age: The Veilguard, w którym wszystko zdaje się być nie na miejscu.

BioWare przeanalizowało opinie graczy na temat poprzedniczek i postanowiło usunąć z gry wszystko czego oczekiwali fani cyklu. Zamiast mrocznego świata fantasy mamy stylistykę łączącą w sobie fantasy w stylu Warcraft z postaciami wyjętymi wprost z Fortnite. Postaci są nieciekawe i mówią niczym nieogarnięci nastolatkowie, a elementy RPG zostały praktycznie spłycone do absolutnego minimum. Całość zalano sosem poprawności znanej jako DEI. Jeszcze przed premierą rozgorzała dyskusja na temat problemów gry i jak pokazała sprzedaż Dragon Age: The Veilguard okazał się tworem dla nikogo. Trochę szkoda, ponieważ nieco więcej szacunku dla fundamentów serii mogłoby tak naprawdę zaowocować naprawdę dobrą grą. Jeśli zaś chodzi o DEI w tej grze to takie tytuły, jak Baldur's Gate 3 pokazują, że można zrobić dobrą grę, w której każdy będzie miał swoją reprezentację i nikomu to nie będzie przeszkadzać. Wystarczy się skupić na tym, aby gra była dobra i kierowana do odpowiedniej grupy odbiorców.

Suicide Squad: Kill the Justice League – zaoranie swojego dziedzictwa

Rocksteady dało nam fenomenalną trylogię Batman Arkham, która perfekcyjnie oddała doświadczenie bycia Batmanem. Unikatowy styl gry, nie wstydzenie się komiksowego pochodzenia i doskonale skrojone mechaniki. Każda odsłona serii dawała niezwykłe solowe doświadczenie i serwowała graczom angażująca przygodę. Nie mówiąc o szacunku, z jakim gry podchodziły do materiału źródłowego i postaci Mrocznego Rycerza. Niestety Warner Bros. uznało, że chce mieć grę usługę w świecie komiksów DC. I tak specjaliści od gier dla pojedynczego gracza otrzymali zadanie stworzenia sieciowej, kooperacyjnej gry akcji.

Suicide Squad: Kill the Justice League okazało się spektakularną klapą, choć nie taką, jak wspomniany Concord. Wydawca starał się jeszcze ratować trupa. Niemniej gracze otrzymali niezbyt wyszukanego akcyjniaka, w którym drugoplanowi bohaterowie komiksów strzelają w kolorowe punkty na wrogach. Gra swoim rozmachem mechanicznym przypomina tytuły z ery PS2, a szatą graficzną robi wrażenie co najwyżej na osobach, które niedawno odkryły PS4. Dodajmy do tego, że fani DC muszą na ekranie oglądać upodlanie ich ulubionych bohaterów w bardzo nie wyszukany sposób, co dodatkowo odrzuciło ich od rozgrywki. Mamy wrażenie, że gra solowa o jakimkolwiek bohaterze DC od Rocksteady zarobiła by dużo więcej niż Suicide Squad: Kill the Justice League. Szkoda, że księgowi i prezesi wielkich wydawnictw nadal nie rozumieją, że najbardziej dochodowe gry biorą się z kreatywności, a nie zimnej kalkulacji!

Skull and Bones, Star Wars Outlaws, Assassin's Creed: Shadows i wszystko co robi Ubisoft

Ubisoft był wiele lat temu wydawcą dostarczającym wiele hitów. Niestety wraz z przejściem z formatu wydawcy na producenta gier jakość serii tej firmy zaczęła spadać. To co francuski gigant zaserwował nam w 2024 roku to już temat na niejedną książkę, dlatego wspomnimy tylko o trzech największych wpadkach. Skull and Bones zaczęło powstawać tuż po wydaniu czwartej odsłony serii Assassin's Creed. Firma słusznie uznała, że gra sieciowa pozwalająca prowadzić własne okręty po wodach Morza Karaibskiego będzie strzałem w dziesiątkę. Problem w tym, że produkcja przeciągnęła się o niemal dekadę. W 2024 roku ten tytuł już nikogo nie obchodził, ale Ubisoft nie tylko parł w zaparte, ale też zapowiedział, że Skull and Bones będzie pierwszą w historii grą AAAA. Jak wyszło? Szata graficzna i mechaniki uboższe niż w Assassin's Creed IV z 2013 roku oraz znikoma liczba graczy na serwerach. Ten statek tonął tak naprawdę jeszcze przed zwodowaniem.

Złośliwi powiedzą, że tylko Disney może zaorać i nie zarobić na marce jaką jest Star Wars. To moment, w którym Ubisoft mówi, żeby potrzymać mu piwo. Kolejna gra, którą w zapowiedziach ogłaszano mesjaszem gamingu, a wyszedł nijaki średniak. Wbrew temu, co niektórzy mówią nie mamy do czynienia z paździerzem absolutnym. Niemniej gra niczym się nie wyróżnia, nie brakuje w niej błędów, bohaterka niespecjalnie daje się lubić, a najważniejsze mechaniki biją po oczach niedopracowaniem. Trzy dekady temu dostalibyśmy ten tytuł na płytce z magazynem gamingowym. Rozmiar tragedii może nie byłby tak wielki gdyby nie ceny, jak za mesjasza gamingu.

W końcu gra, która miała wyjść, ale smród wokół niej będzie ciągnął się za całą serią o skrytobójcach jeszcze długo. Gracze prosili od przeszło dekady o japońską odsłonę flagowej serii Ubisoftu. I tak w końcu w 2024 roku miał zadebiutować Assassin's Creed: Shadows. Pomijamy fakt, że wydawca spóźnił się z tą grą o dobrą generację konsol. Najgorsze jest to, że kiedy wszystkie odsłony podchodziły z szacunkiem do przedstawianych realiów historycznych mimo fikcyjnej fabuły to tutaj w feudalnej Japonii postanowiono opowiedzieć historię czarnoskórego samuraja i japońskiej skrytobójczyni. Chyba nie musimy mówić jaki element nie spodobał się graczom i wszystkim Japończykom. Ubisoft bronił się, że Yasuke jest postacią historyczną. Szybko okazało się, że autor książki o tej postaci może być oszustem, który markował wpisy na Wikipedii. Wydawca zmienił narrację, że przecież seria jest fikcją i każda odsłona jest wynikiem prac kreatywnych. Tylko, że wcześniej ta kreatywność była zbieżna z wydarzeniami historycznymi. Najgorsze jest to, że bez względu na to czy Yasuke jest autentyczną postacią czy nie, wystarczyło zrobić grę o japońskim samuraju, a czarnoskórego bohatera przedstawić w dodatku, jako ciekawostkę historyczną. Prawdopodobnie wtedy każdy rozsądny gracz uznałby to za fantastyczny pomysł i coś intrygującego. Tymczasem po drodze wypłynęły inne afery związane z grą, posługiwaniem się nielegalnie grafikami, czy figurką ze złamaną bramą torii będącą symbolem nuklearnej zagłady w Nagasaki. Assassin's Creed: Shadows został przeniesiony na 14 lutego 2025 roku i szczerze wątpimy, aby ta gra była sukcesem, którego Ubisoft potrzebuje.

Test Drive: Solar Crown – niepotrzebny powrót

Test Drive: Unlimited był grą wyprzedzającą swoje czasy. Wielka motoryzacyjna piaskownica serwowała graczom możliwość wcielenia się w dzianego miłośnika motoryzacji. Druga część nie była już tak dobra, ale nadal miała w sobie to coś. Po trzynastu latach wydano kontynuację, której zapowiedzi rozgrzewały serduszka fanów wirtualnych samochodówek. Niestety Test Drive: Solar Crown już na etapie beta testów pokazał, że jest źle. Twórcy obiecywali, że na premierę gra będzie dopracowana w najmniejszym detalu, a gracze nie mają się o co martwić. I faktycznie nie mają, a nawet nie muszą w ogóle myśleć o tej grze, ponieważ wyszedł finalnie paździerz, który na kazdym polu przegrywa z wiodącymi samochodówkami.

Test Drive: Solar Crown oferuje nijaki model jazdy, oprawę graficzną miejscami pamiętającą czasy PS3 i fatalną optymalizację. Dodajmy, że gra wymaga stałego połączenia z serwerami, które działają jak chcą i kiedy chcą. Nie tego oczekiwali gracze pamiętający długie godziny spędzone na hawajskich drogach. Skoro gra miała wyglądać tak, jak wygląda to pytanie, po co ona w ogóle wyszła?

Unknown 9 Awakening  - gra, która nikogo nie obchodzi

Słyszeliście o Unknown 9 Awakening? My niby tak, ale zapomnieliśmy o tej grze i przypomnieliśmy sobie dopiero teraz. Najlepiej to z czym mamy do czynienia opisuje fakt, że aktorka Anya Chalotra odgrywająca główną bohaterkę nie miała pojęcia o czym jest gra. W wywiadach odtwórczyni głównej roli nie miała pojęcia kim jest jej bohaterka, co w niej robi i jak się nazywa. Prawdziwe marketingowe piekiełko. Na szczęście gra jest niedopracowana, cierpi na brak sztucznej inteligencji, szatę graficzna sprzed dwóch dekad i całkowicie nieciekawą fabułę, więc nieudane wywiady tylko i wyłącznie uratowały graczy. Nie uratowały za to gry, w którą nikt nie gra. Pewnie nawet jej twórcy od połowy procesu dewelopingu nie włączali rozgrywki, tylko na ślinę próbowali ukończyć to co tam kleili.  

PlayStation 5 Pro – chamski skok na kasę

Na koniec nie gra, ale sprzęt, który pokazał jak się kończy brak konkurencji na rynku konsol. Tutaj honorowe podziękowania dla Microsoftu za sukcesywne zabijanie Xboxa. Niemniej powiedzieć, że Sony się odkleiło przy premierze PlayStation 5 Pro to nic nie powiedzieć. Nowa mocniejsza konsola japońskiej marki na papierze jest dużo mocniejsza i wydajniejsza od standardowych wersji PS5. Dzięki temu gracze mieli się cieszyć nowym wymiarem gamingu. Co tak naprawdę dostali?

Na moment pisania tego artykułu PS5 Pro kosztuje 3500 zł i w tej cenie klient dostaje konsolę z ultra atrakcyjnymi paskami na obudowie pasującymi do dresu. Paski zajęły tyle miejsca, że w zestawie nie znalazł się napęd na płyty, ponieważ sprzedaż cyfrowa jest wygodna i gdy tylko fizyczne kopie znikną to gry będą mogły kosztować tyle ile tam sobie zażyczy wydawca, czyli jeszcze więcej. Jeśli cenicie sobie stabilne ułożenie konsoli to podstawkę będziecie musieli sobie dokupić również oddzielnie. Oczywiście napęd także można dokupić, ale jest on drogi i raczej niedostępny, albo dostępny za znacznie większą kwotę niż powinien. Jeśli już ktoś się zdecyduje na zmianę konsoli ze zwykłego PS5 na PS5 Pro to w czasie rozgrywki na szczęście nie zobaczy różnic w szacie graficznej, więc nie poczuje się nieswojo. Za to po spauzowaniu będzie mógł zobaczyć lepszą jakość krawędzi na trawie w trzecim planie. O ile akurat patch poprawiający grafikę w danej grze nie sprawi, że na Pro jednak będzie ona działała gorzej, bo i takie wpadki się pojawiały. Tak na poważnie to w większości gier nie da się odczuć różnicy w wydajności. Gry nadal korzystają z różnych trybów graficznych, a jakby tego było mało Sony olało temat ekskluzywnych tytułów wyciskających pełną moc z nowego sprzętu. Tym samym PS5 Pro jest największym chamskim skokiem na kasę w tym roku!

Tak się prezentują naszym zdaniem największe gamingowe porażki 2024 roku. Oczywiście można by znaleźć więcej wpadek i porażek, ale po co się pompować negatywną energią. Mamy nowy rok i już niedługo na pewno zobaczymy kolejne spektakularne klapy. Co jak co, ale w segmencie AAA, wydawcy uczą się zaskakująco powoli!

Daj znać o nas znajomym

Mercedes-Benz Klasy C tylko z małymi silnikami

Mercedes-Benz Klasy C w swoim najnowszym wcieleniu wyjechał niedawno z cienia i pod pewnymi względami rozczaruje, za to w innych kwestiach będzie się dobijał klasę wyżej. Niestety najnowsza C-klasa będzie korzystać jedynie z czterocylindrowych, zelektryfikowanych silników. Za to technologicznie korzysta garściami z rozwiązań ostatniej klasy S.

Czwarta generacja C-klasy była obecna na ryku przez 7 lat. Teraz pora na kolejne wcielenie, które będzie oficjalnym pożegnaniem silników 8 i 6-cylindrowych. Konserwatywni fani marki mogą więc czuć się pokrzywdzeni, ale wyrzucenie z oferty tych "prawdziwych" silników ma osłodzić potężny zastrzyk nowoczesnych technologii. Przyjrzyjmy się więc bliżej nowemu Mercedesowi Klasy C.

Mercedes-Benz Klasy C - jeszcze bliżej do większych braci

Wystarczy rzucić okiem na nową C-klasę, aby dostrzec podobieństwa do znacznie większej eSki. Nie tylko design przybliża nowy model do flagowej limuzyny, ale także gabaryty wyciągają auto w górę. Tradycyjnie już nowa generacja nieco urosła i teraz może się pochwalić nadwoziem o długości 4751 mm, szerokości 1820 mm oraz wysokości 1438 mm. To oznacza wzrost o odpowiednio 65 mm, 10 mm i 9 mm.

Większą przestrzeń w kabinie będziemy zawdzięczali wzrostowi rozstawu osi z 2840 na 2865 mm. Co ciekawe nie zwiększono po

The C64 Mini - czy warto?

W ostatnich latach producenci elektroniki mocno grają na sentymencie starszych graczy i wykorzystują modę na retro granie. Owocem tych trendów jest między innymi konsolka The C64 Mini, czyli urządzenie pozwalające pograć w klasyczne tytuły z kultowego Commodore 64. Czy warto sięgnąć po ten gadżet?

Ten artykuł w zasadzie nie jest recenzją The C64 Mini, ponieważ nie będę się zagłębiać we wszystkie techniczne niuanse. Zamiast tego sprawdziłem konsolkę pod kątem czysto użytkowych kwestii. No i sprawy najważniejszej, czyli ewentualnej radości jaką może dać osobom wychowanym na Commodore 64. Zapraszam do lektury!

Co oferuje The C64 Mini?

Na wstępie warto powiedzieć co w ogóle dostaniemy sięgając po The C64 Mini. W naprawdę fantastycznie wyglądającym pudełku mieści się konsola z joystickiem. Co do pudełka to właściwe opakowanie jest zakryte papierową warstwą mającą na sobie nadruki z nazwą urządzenia, informacjami i screenami z gier. Wygląda niczym produkt z chińskiego bazarku, ale po zdjęciu okładki dostajemy granatowe, minimalistyczne pudło prezentujące się faktycznie jak produkt premium. Wiele osób to w ogóle oleje, ale uważam, że jest to detal wart podkreślenia.

Sama konsolka jest od strony designu miniaturową wersją pierwszego Commodore 64, więc może się t

Dema gier na Nintendo Switch 2

Kupiliście właśnie Nintendo Switch 2 i się zastanawiacie, w co zagrać? Możecie sięgnąć po polecane pewniaki lub sprawdzić wiele ciekawych gier za darmo na określonych warunkach. Hybrydowa konsola ciągle otrzymuje próbki gier, którymi można się cieszyć na długo po premierze. Zapraszamy na przegląd gier na Nintendo Switch z wersjami demonstracyjnymi. 

Wychowaliśmy się w pięknych czasach, w których dema gier były czymś oczywistym dla wydawców i deweloperów. Dziś ta praktyka zanika, a często wersje demonstracyjne jeśli się pojawiają to na określony czas, lub do ogrania na targach przez media. Nintendo jest jednym z ostatnich dużych wydawców udostępniających próbki swoich flagowych gier. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich tytułów, ale jak zobaczycie poniżej możecie sprawdzić samodzielnie przed zakupem kilka naprawdę imponujących gier z topki portfolio wielkiego N. Niektórzy wydawcy biorą przykład z Nintendo i starają się również za pomocą dem zachęcić graczy do swoich gier. Poniżej znajdziecie przegląd najciekawszych gier na Nintendo Switch 2 z wersjami demonstracyjnymi. Pełną listę produkcji pozwalających na ogranie fragmentu gry znajdziecie w sklepie Nintendo.

Czym są wersje demonstracyjne gier?

Wersje demonstracyjne gier na Nintendo Switch mo

Najlepsze gry z Indianą Jonesem – ranking, historia i ciekawostki

Indiana Jones i Wielki Krąg oficjalnie wleciał na konsole Xbox Series X/S i komputery PC. O ile jeszcze ciężko mówić o tym, czy tytuł okaże się sukcesem to nie ulega wątpliwości, że na tę grę czekało wielu graczy. Wszystko za sprawą długiej przerwy, jaką Indiana zaliczył w świecie gamingu. Z okazji premiery nowej cyfrowej przygody legendarnego archeologa przyjrzyjmy się historii gier z serii Indiana Jones.

Ostatni raz Indiana Jones pojawił się w grze wideo w 2009 roku. Długa przerwa wydawania gier na tej licencji może dziwić. Tym bardziej, że na przestrzeni lat bardzo dobrze radziły sobie takie tytuły, jak Tomb Raider, czy Uncharted, które garściami czerpały z motywów ustanowionych w filmach o amerykańskim archeologu. Co ciekawe Indiana Jones doczekał się przeszło 20 gier obecnych na najróżniejszych platformach. Jakość tych produkcji była różna. Gracze mogli się cieszyć platformerami, klasycznymi przygodówkami, czy akcyjniakami i przeciętnymi grami mobilnymi. Rzućmy okiem na gry o archeologu, który zamienił łopatę i pędzelek na bicz i rewolwer.

Indiana Jones i Wielki Krąg – wielki powrót

Zanim przejdziemy do klasycznych gier przyjrzyjmy się najnowszej odsłonie przygód archeologa, w którego

Recenzja orchidei z klocków Balody

Uwolnienie licencji na system klocków LEGO sprawiło, że rynek zasypały różne firmy kopiujące duńską markę. Niemniej klocki, o których dziś napiszę były dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się bowiem klona kolekcji botanicznej, a dostałem coś zupełnie innego. W jednym ze sklepów znalazłem całą wystawkę klocków Balody. Wszystkie przedstawiały najróżniejsze rośliny. Skusiłem się na jeden komplet i dziś spieszę do was z recenzją Eleganckiej Orchidei z klocków Balody.

Nie da się ukryć, że Balody potrafi przykuć uwagę, ponieważ pudełka mienią się tęczowym połyskiem, a obok fotografii gotowych konstrukcji znajdziemy na nich malowane ilustracje rozbudzające wyobraźnię. Tylko co znajdziemy w środku. Jak wiemy chińskie klocki potrafią być różne. Szczególnie te będące prawdziwymi podróbkami, o czym pisaliśmy w naszym porównaniu LEGO vs. chińskie podróbki. No to bez przeciągania pomówmy o Orchidei z klocków Balody.

Orchidea z Balody – co znajdziemy w pudełku?

Pięknie wyglądające pudełko głosi, że zestaw o oznaczeniu: 16345 jest przeznaczony dla osób od 6 roku życia, a składają się na niego 374 elementy.

Co to Funko POP?

O co chodzi z Funko POP? Świat geeków już dawno oszalał na punkcie figurek z wielkimi główkami. Sporo osób zakochanych w popkulturze chce mieć te urocze laleczki, ale też wielu ludzi nie do końca wie, czym one są i o co z nimi chodzi.

Zbliżają się święta i niektórzy „piszą” listy do Mikołaja, Aniołka, czy Dziadka Mroza uwzględniając w nich figurki Funko Pop. O ile dla geeków temat jest znany, o tyle znajdą się osoby, które czytając taki list z prośbą o prezent złapią się za głowę nie mając pojęcia co autor miał na myśli. Pomysł na ten artykuł zrodził się właśnie przy okazji rozmowy o pomysłach na prezenty pod choinkę kiedy jeden z rozmówców zapytał co to jest Funko Pop? Postanowiliśmy, że przybliżymy nieco fenomen tych niezwykle uroczych kurzołapów.

Czym są figurki Funko POP?

Na tym etapie tekstu wiecie już, że Funko POP to figurki. Ich cechą charakterystyczną jest nieproporcjonalnie duża główka z czarnymi oczkami i małe ciałko. Obecnie znajdziecie te figurki w wielu sklepach wielobranżowych, zabawkowych, czy nastawionych w jakikolwiek sposób na popkulturę, gaming i tematy typowo geekowskie. Figurki są wykonane z tworzywa winylowego i w niektórych sklepach możecie je znaleźć pod nazwą Funko

Tanie LEGO na prezent pod choinkę

Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc najwyższa pora pomyśleć o prezentach. Jako, że staramy się skupiać na tematyce bliskiej geekowskim serduszkom to po prostu musimy polecić zestawy LEGO. No może nie musimy, ale wiemy, że sporo z naszych czytelników lubi klocki tak, jak i my. Właśnie dlatego przygotowaliśmy zestawienie tanich LEGO na prezenty pod choinkę!

Co się kryje pod stwierdzeniem tanie LEGO na prezenty? Niestety powiedzenie „tanio to już było” ma ostatnio mocne znaczenie. Niemniej nie oznacza to, że nie da się znaleźć zestawów duńskich klocków w rozsądnych cenach. Poniżej znajdziecie kilka naszym zdaniem najciekawszych serii LEGO i w ich ramach przedstawimy po kilka naszych pomysłów na zestawy, których ceny oscylują w okolicach do 100 zł i do 200 zł. Mamy nadzieję, że w taki sposób uda nam się podpowiedzieć upominki na każdą kieszeń. W takim razie bez zbędnego przeciągania przyjrzyjmy się poszczególnym seriom.

Tanie LEGO Star Wars na prezent

LEGO Star Wars jest serią, która przed laty pozwoliła uratować duńską markę i do dziś powstają kolejne zestawy. Nie da się jednak ukryć, że ze względu na siłę franczyzy ceny gwiezdnowojennych klocków potrafią szokować. Niemniej znajdzie się kilka interesujących kompletó

Singer ACS - rajdowy restmod na bazie 911

Niewiele osób pamięta, że Porsche niegdyś święciło triumfy w rajdach samochodowych. Kultowe 911 startowało także w szutrowych imprezach, jak legendarny Rajd Safari. Obecnie rajdówki tej marki można spotkać na odcinkach specjalnych, ale stanowią raczej ciekawostkę. Szkoda, ponieważ Singer ACS pokazuje, jak mogłyby wyglądać niemieckie coupe w prawdziwie rajdowym wydaniu.

Singer jest firmą znaną z restmodów na bazie Porsche 911. Najnowszy projekt firmy nosi nazwę ACS i jest współczesną interpretacją samochodu rajdowego na bazie Porsche 911. Firma pokazała dwie wersje tej fenomenalnej maszyny i aż chciałoby się wyjść na odcinek specjalny i zobaczyć te cuda w akcji.

Singer ACS - pierwsza rajdówka firmy na szuter

Dotychczas Singer tworzył głównie maszyny drogowe oraz torowe. Wraz z projektem ACS zdecydowano się na budowę rajdowego coupe przystosowanego do jazdy na luźnej nawierzchni. Auto z założenia miałoby podołać trudom klasycznego Rajdu Safari. Firma niedoświadczona w budowie tego typu samochodów postanowiła skorzystać z pomocy fachowca. W pracach nad ACS uczestniczył brytyjski inżynier Richard Tuthill specjalizujący się w

Co to Funko POP?

O co chodzi z Funko POP? Świat geeków już dawno oszalał na punkcie figurek z wielkimi główkami. Sporo osób zakochanych w popkulturze chce mieć te urocze laleczki, ale też wielu ludzi nie do końca wie, czym one są i o co z nimi chodzi.

Zbliżają się święta i niektórzy „piszą” listy do Mikołaja, Aniołka, czy Dziadka Mroza uwzględniając w nich figurki Funko Pop. O ile dla geeków temat jest znany, o tyle znajdą się osoby, które czytając taki list z prośbą o prezent złapią się za głowę nie mając pojęcia co autor miał na myśli. Pomysł na ten artykuł zrodził się właśnie przy okazji rozmowy o pomysłach na prezenty pod choinkę kiedy jeden z rozmówców zapytał co to jest Funko Pop? Postanowiliśmy, że przybliżymy nieco fenomen tych niezwykle uroczych kurzołapów.

Czym są figurki Funko POP?

Na tym etapie tekstu wiecie już, że Funko POP to figurki. Ich cechą charakterystyczną jest nieproporcjonalnie duża główka z czarnymi oczkami i małe ciałko. Obecnie znajdziecie te figurki w wielu sklepach wielobranżowych, zabawkowych, czy nastawionych w jakikolwiek sposób na popkulturę, gaming i tematy typowo geekowskie. Figurki są wykonane z tworzywa winylowego i w niektórych sklepach możecie je znaleźć pod nazwą Funko

Nissan Z Proto Concept - w hołdzie klasykom

Nie da się ukryć, że oferta sportowych modeli Nissana jest dość przestarzała i już niezbyt atrakcyjna. Szczęśliwie producent zdaje sobie z tego sprawę i pracuje nad nowościami, a pierwszym zwiastunem nowego sportowego coupe jest Nissan Z Proto Concept. Niestety jeżeli mieszkacie w Europie to mamy bardzo złą wiadomość.

Unia Europejska sprawia ostatnio wiele bólu fanom motoryzacji. To ona śrubuje w chory sposób normy emisji spalin, przez co z rynku znikają prawdziwe perełki. Niestety znamy kolejną ofiarę, a jest nią właśnie nowy Nissan z rodziny Z, który ma zastąpić model 370Z. Na razie nie znamy jego oficjalnej nazwy, ale Nissan Z Proto Concept ma pokazywać niemal produkcyjne wcielenie auta.

Nie zdradzono kiedy zadebiutuje produkcyjna wersja, ale media szacują premierę na 2021 rok jako rocznik 2022. Sportowe coupe ma trafić na rynki światowe, ale ominie Europę. Jak zdradzili przedstawiciele firmy plany UE odnośnie norm emisji spalin nie dają możliwości przygotowania biznesowo opłacalnego auta sportowego na rynek europejski. Cóż, drodzy europosłowie, dziękujemy! Wygląda na to, że za jakiś czas będziemy skazani na drogie, mało praktyczne i pozbawione emocji auta elektryczne. Rzućmy więc okiem, co nas ominie.

Nissan Z Proto Concept - nawiązania do klasyków

Zacznijmy od wyglądu nowego Niss

Zobacz wszystkie

Masz pomysł na udoskonalenie Piwnicy? Podziel się!

Musimy o tym napisać! Tego Ci u nas brakuje! Daj znać, co chcesz znaleźć na Piwnicy.