Największe gamingowe porażki 2024 roku! Na czym polegli wydawcy?

Rok 2024 już za nami i chociaż stronimy od podsumowań to jednej kwestii chcemy się bliżej przyjrzeć. Ostatnie 12 miesięcy obfitowało w wiele głośnych i nieudanych premier w świecie gier. Przygotowaliśmy więc listę największych growych porażek 2024.

Wiele osób mówi, że żyjemy w najlepszych czasach gamingu i jeśli spojrzymy przez pryzmat małych deweloperów oraz gier indie, albo tzw. średniaków AA to faktycznie możemy się ku temu stwierdzeniu przychylić. W minionym roku na rynek trafiło naprawdę wiele fantastycznych tytułów, a gry jeszcze nigdy nie były tak dostępne jak teraz. Chociaż platformy cyfrowej dystrybucji i programy subskrypcyjne mają swoje minusy to jednak mocno ułatwiają dostęp do gier. Dodajmy do tego kilka wiodących konsol, granie w chmurze, czy potężny arsenał retro sprzętów. Bycie graczem jest dziś łatwe, ale w tym polu dobrobytu jest jeden zakątek nędzy i rozpaczy. Nazwa jego brzmi... segment AAA.

W 2024 roku na łopatki wyłożyli się najwięksi gracze na rynku. Gry AAA w znacznej większości mijały się z oczekiwaniami graczy i księgowych. Niestety tak to jest kiedy ci drudzy wróżą z Excela co powinno się podobać tym pierwszym. Zebraliśmy kilka największych wpadek rynku gier i najgorszych gier 2024 roku. Pominiemy niewesołą sytuację na rynku zatrudnienia w branży gamingowej, ponieważ ta wymaga głębszej analizy i jest pokłosiem ogólnego kryzysu oraz pękających baniek przeszacowania stanu rynku. Zapraszamy do lektury o porażkach 2024 roku.

Concord – kochajmy gry, tak szybko odchodzą

Historie o tym ile Sony wydało na produkcję Concord są już legendami. Niemniej mówi się zawsze o kilkuset milionach dolarów wydanych przez kilka lat produkcji. Cały ten hajs poszedł na grę sieciową, która kilkanaście dni po premierze została usunięta z rynku, a jej serwery zamknięte. Szacuje się, że sprzedano zaledwie przeszło 25 000 egzemplarzy, a dzienną liczbę graczy liczyło się w setkach. Prawdopodobnie żadna gra w 2024 roku nie zabolała księgowych tak, jak ten sieciowy hero shooter. Co poszło nie tak?

Po pierwsze Sony spóźniło się z premierą gry o kilka lat. Gracze chcący bawić się przy hero shooterach mają już swoje tytuły i nie przesiądą się na inne po inwestycji tysięcy godzin w granie. Niestety menadżerowie wielkich korporacja zdają się nie widzieć tego prostego faktu. Dodajmy do tego nijakie postaci, narrację twórców celującą w konkretne grupy odbiorców, które są jak się okazuje niszowe i wysoką cenę za grę. Ten ostatni element szczególnie bawi w obliczu wielu lepszych, popularnych i darmowych konkurentów. Sony po prostu popełniło masę błędów przy tej grze. Co gorsza japoński koncern mógł wykorzystać całkiem dobre mechaniki gry i ubrać je w szaty swoich kultowych marek. Prawdopodobnie gra miałaby szansę na odniesienie sukcesu, czego dowodem jest Marvel Rivals kopiujący Overwatch, ale serwujący graczom ukochanych bohaterów.

Dragon Age: The Veilguard – gra dla nikogo

Dragon Age: The Veilguard jest świetnym przykładem tego, w jaki sposób korporacje grzebią swoje marki, które były swego czasu ikonami gamingu. Pierwsza odsłona serii Dragon Age była brutalną grą action RPG, która przez swoich twórców była określana mianem duchowego spadkobiercy Baldur's Gate. Faktycznie tytuł nie bał się poważnych tematów, serwował graczom ponury świat i angażującą historię stojącą charakterystycznymi bohaterami, których zwyczajnie się lubiło. Druga część choć składana na prędko to i tak trzymała się zasad rządzących wykreowanym światem. Premiera Dragon Age: Inkwizycja była spektakularnym sukcesem sprzedażowym, ale jednocześnie fani wskazali, co w grze nie działało i jaką drogę powinni obrać twórcy. Tak przechodzimy do Dragon Age: The Veilguard, w którym wszystko zdaje się być nie na miejscu.

BioWare przeanalizowało opinie graczy na temat poprzedniczek i postanowiło usunąć z gry wszystko czego oczekiwali fani cyklu. Zamiast mrocznego świata fantasy mamy stylistykę łączącą w sobie fantasy w stylu Warcraft z postaciami wyjętymi wprost z Fortnite. Postaci są nieciekawe i mówią niczym nieogarnięci nastolatkowie, a elementy RPG zostały praktycznie spłycone do absolutnego minimum. Całość zalano sosem poprawności znanej jako DEI. Jeszcze przed premierą rozgorzała dyskusja na temat problemów gry i jak pokazała sprzedaż Dragon Age: The Veilguard okazał się tworem dla nikogo. Trochę szkoda, ponieważ nieco więcej szacunku dla fundamentów serii mogłoby tak naprawdę zaowocować naprawdę dobrą grą. Jeśli zaś chodzi o DEI w tej grze to takie tytuły, jak Baldur's Gate 3 pokazują, że można zrobić dobrą grę, w której każdy będzie miał swoją reprezentację i nikomu to nie będzie przeszkadzać. Wystarczy się skupić na tym, aby gra była dobra i kierowana do odpowiedniej grupy odbiorców.

Suicide Squad: Kill the Justice League – zaoranie swojego dziedzictwa

Rocksteady dało nam fenomenalną trylogię Batman Arkham, która perfekcyjnie oddała doświadczenie bycia Batmanem. Unikatowy styl gry, nie wstydzenie się komiksowego pochodzenia i doskonale skrojone mechaniki. Każda odsłona serii dawała niezwykłe solowe doświadczenie i serwowała graczom angażująca przygodę. Nie mówiąc o szacunku, z jakim gry podchodziły do materiału źródłowego i postaci Mrocznego Rycerza. Niestety Warner Bros. uznało, że chce mieć grę usługę w świecie komiksów DC. I tak specjaliści od gier dla pojedynczego gracza otrzymali zadanie stworzenia sieciowej, kooperacyjnej gry akcji.

Suicide Squad: Kill the Justice League okazało się spektakularną klapą, choć nie taką, jak wspomniany Concord. Wydawca starał się jeszcze ratować trupa. Niemniej gracze otrzymali niezbyt wyszukanego akcyjniaka, w którym drugoplanowi bohaterowie komiksów strzelają w kolorowe punkty na wrogach. Gra swoim rozmachem mechanicznym przypomina tytuły z ery PS2, a szatą graficzną robi wrażenie co najwyżej na osobach, które niedawno odkryły PS4. Dodajmy do tego, że fani DC muszą na ekranie oglądać upodlanie ich ulubionych bohaterów w bardzo nie wyszukany sposób, co dodatkowo odrzuciło ich od rozgrywki. Mamy wrażenie, że gra solowa o jakimkolwiek bohaterze DC od Rocksteady zarobiła by dużo więcej niż Suicide Squad: Kill the Justice League. Szkoda, że księgowi i prezesi wielkich wydawnictw nadal nie rozumieją, że najbardziej dochodowe gry biorą się z kreatywności, a nie zimnej kalkulacji!

Skull and Bones, Star Wars Outlaws, Assassin's Creed: Shadows i wszystko co robi Ubisoft

Ubisoft był wiele lat temu wydawcą dostarczającym wiele hitów. Niestety wraz z przejściem z formatu wydawcy na producenta gier jakość serii tej firmy zaczęła spadać. To co francuski gigant zaserwował nam w 2024 roku to już temat na niejedną książkę, dlatego wspomnimy tylko o trzech największych wpadkach. Skull and Bones zaczęło powstawać tuż po wydaniu czwartej odsłony serii Assassin's Creed. Firma słusznie uznała, że gra sieciowa pozwalająca prowadzić własne okręty po wodach Morza Karaibskiego będzie strzałem w dziesiątkę. Problem w tym, że produkcja przeciągnęła się o niemal dekadę. W 2024 roku ten tytuł już nikogo nie obchodził, ale Ubisoft nie tylko parł w zaparte, ale też zapowiedział, że Skull and Bones będzie pierwszą w historii grą AAAA. Jak wyszło? Szata graficzna i mechaniki uboższe niż w Assassin's Creed IV z 2013 roku oraz znikoma liczba graczy na serwerach. Ten statek tonął tak naprawdę jeszcze przed zwodowaniem.

Złośliwi powiedzą, że tylko Disney może zaorać i nie zarobić na marce jaką jest Star Wars. To moment, w którym Ubisoft mówi, żeby potrzymać mu piwo. Kolejna gra, którą w zapowiedziach ogłaszano mesjaszem gamingu, a wyszedł nijaki średniak. Wbrew temu, co niektórzy mówią nie mamy do czynienia z paździerzem absolutnym. Niemniej gra niczym się nie wyróżnia, nie brakuje w niej błędów, bohaterka niespecjalnie daje się lubić, a najważniejsze mechaniki biją po oczach niedopracowaniem. Trzy dekady temu dostalibyśmy ten tytuł na płytce z magazynem gamingowym. Rozmiar tragedii może nie byłby tak wielki gdyby nie ceny, jak za mesjasza gamingu.

W końcu gra, która miała wyjść, ale smród wokół niej będzie ciągnął się za całą serią o skrytobójcach jeszcze długo. Gracze prosili od przeszło dekady o japońską odsłonę flagowej serii Ubisoftu. I tak w końcu w 2024 roku miał zadebiutować Assassin's Creed: Shadows. Pomijamy fakt, że wydawca spóźnił się z tą grą o dobrą generację konsol. Najgorsze jest to, że kiedy wszystkie odsłony podchodziły z szacunkiem do przedstawianych realiów historycznych mimo fikcyjnej fabuły to tutaj w feudalnej Japonii postanowiono opowiedzieć historię czarnoskórego samuraja i japońskiej skrytobójczyni. Chyba nie musimy mówić jaki element nie spodobał się graczom i wszystkim Japończykom. Ubisoft bronił się, że Yasuke jest postacią historyczną. Szybko okazało się, że autor książki o tej postaci może być oszustem, który markował wpisy na Wikipedii. Wydawca zmienił narrację, że przecież seria jest fikcją i każda odsłona jest wynikiem prac kreatywnych. Tylko, że wcześniej ta kreatywność była zbieżna z wydarzeniami historycznymi. Najgorsze jest to, że bez względu na to czy Yasuke jest autentyczną postacią czy nie, wystarczyło zrobić grę o japońskim samuraju, a czarnoskórego bohatera przedstawić w dodatku, jako ciekawostkę historyczną. Prawdopodobnie wtedy każdy rozsądny gracz uznałby to za fantastyczny pomysł i coś intrygującego. Tymczasem po drodze wypłynęły inne afery związane z grą, posługiwaniem się nielegalnie grafikami, czy figurką ze złamaną bramą torii będącą symbolem nuklearnej zagłady w Nagasaki. Assassin's Creed: Shadows został przeniesiony na 14 lutego 2025 roku i szczerze wątpimy, aby ta gra była sukcesem, którego Ubisoft potrzebuje.

Test Drive: Solar Crown – niepotrzebny powrót

Test Drive: Unlimited był grą wyprzedzającą swoje czasy. Wielka motoryzacyjna piaskownica serwowała graczom możliwość wcielenia się w dzianego miłośnika motoryzacji. Druga część nie była już tak dobra, ale nadal miała w sobie to coś. Po trzynastu latach wydano kontynuację, której zapowiedzi rozgrzewały serduszka fanów wirtualnych samochodówek. Niestety Test Drive: Solar Crown już na etapie beta testów pokazał, że jest źle. Twórcy obiecywali, że na premierę gra będzie dopracowana w najmniejszym detalu, a gracze nie mają się o co martwić. I faktycznie nie mają, a nawet nie muszą w ogóle myśleć o tej grze, ponieważ wyszedł finalnie paździerz, który na kazdym polu przegrywa z wiodącymi samochodówkami.

Test Drive: Solar Crown oferuje nijaki model jazdy, oprawę graficzną miejscami pamiętającą czasy PS3 i fatalną optymalizację. Dodajmy, że gra wymaga stałego połączenia z serwerami, które działają jak chcą i kiedy chcą. Nie tego oczekiwali gracze pamiętający długie godziny spędzone na hawajskich drogach. Skoro gra miała wyglądać tak, jak wygląda to pytanie, po co ona w ogóle wyszła?

Unknown 9 Awakening  - gra, która nikogo nie obchodzi

Słyszeliście o Unknown 9 Awakening? My niby tak, ale zapomnieliśmy o tej grze i przypomnieliśmy sobie dopiero teraz. Najlepiej to z czym mamy do czynienia opisuje fakt, że aktorka Anya Chalotra odgrywająca główną bohaterkę nie miała pojęcia o czym jest gra. W wywiadach odtwórczyni głównej roli nie miała pojęcia kim jest jej bohaterka, co w niej robi i jak się nazywa. Prawdziwe marketingowe piekiełko. Na szczęście gra jest niedopracowana, cierpi na brak sztucznej inteligencji, szatę graficzna sprzed dwóch dekad i całkowicie nieciekawą fabułę, więc nieudane wywiady tylko i wyłącznie uratowały graczy. Nie uratowały za to gry, w którą nikt nie gra. Pewnie nawet jej twórcy od połowy procesu dewelopingu nie włączali rozgrywki, tylko na ślinę próbowali ukończyć to co tam kleili.  

PlayStation 5 Pro – chamski skok na kasę

Na koniec nie gra, ale sprzęt, który pokazał jak się kończy brak konkurencji na rynku konsol. Tutaj honorowe podziękowania dla Microsoftu za sukcesywne zabijanie Xboxa. Niemniej powiedzieć, że Sony się odkleiło przy premierze PlayStation 5 Pro to nic nie powiedzieć. Nowa mocniejsza konsola japońskiej marki na papierze jest dużo mocniejsza i wydajniejsza od standardowych wersji PS5. Dzięki temu gracze mieli się cieszyć nowym wymiarem gamingu. Co tak naprawdę dostali?

Na moment pisania tego artykułu PS5 Pro kosztuje 3500 zł i w tej cenie klient dostaje konsolę z ultra atrakcyjnymi paskami na obudowie pasującymi do dresu. Paski zajęły tyle miejsca, że w zestawie nie znalazł się napęd na płyty, ponieważ sprzedaż cyfrowa jest wygodna i gdy tylko fizyczne kopie znikną to gry będą mogły kosztować tyle ile tam sobie zażyczy wydawca, czyli jeszcze więcej. Jeśli cenicie sobie stabilne ułożenie konsoli to podstawkę będziecie musieli sobie dokupić również oddzielnie. Oczywiście napęd także można dokupić, ale jest on drogi i raczej niedostępny, albo dostępny za znacznie większą kwotę niż powinien. Jeśli już ktoś się zdecyduje na zmianę konsoli ze zwykłego PS5 na PS5 Pro to w czasie rozgrywki na szczęście nie zobaczy różnic w szacie graficznej, więc nie poczuje się nieswojo. Za to po spauzowaniu będzie mógł zobaczyć lepszą jakość krawędzi na trawie w trzecim planie. O ile akurat patch poprawiający grafikę w danej grze nie sprawi, że na Pro jednak będzie ona działała gorzej, bo i takie wpadki się pojawiały. Tak na poważnie to w większości gier nie da się odczuć różnicy w wydajności. Gry nadal korzystają z różnych trybów graficznych, a jakby tego było mało Sony olało temat ekskluzywnych tytułów wyciskających pełną moc z nowego sprzętu. Tym samym PS5 Pro jest największym chamskim skokiem na kasę w tym roku!

Tak się prezentują naszym zdaniem największe gamingowe porażki 2024 roku. Oczywiście można by znaleźć więcej wpadek i porażek, ale po co się pompować negatywną energią. Mamy nowy rok i już niedługo na pewno zobaczymy kolejne spektakularne klapy. Co jak co, ale w segmencie AAA, wydawcy uczą się zaskakująco powoli!

Daj znać o nas znajomym

Chata Hagrida z Brick Trick Harry Potter - recenzja

W końcu przyszła pora na naszą recenzję zestawu ekologicznych klocków Brick Trick Harry Potter, a dokładniej zestawu pozwalającego zbudować chatę Hagrida. Czy warto sięgnąć po tą konstrukcyjną zabawkę i ile radości ona da dzieciakom i dorosłym? Zapraszamy na lekturę!

Jakiś czas temu publikowaliśmy przegląd zestawów z serii Brick Trick Harry Potter. Przy okazji przygotowywania opisu tej serii zdecydowaliśmy się sprawdzić jeden komplet. Padło na chatkę Hagrida, która składa się z przeszło 240 cegieł i dodatkowych elementów wykończenia. Przede wszystkim nurtowało nas kilka pytań, na które nasz redaktor postara się odpowiedzieć w tym tekście.

Co znajdziemy w pudełku z Brick Trick Harry Potter?

W przypadku chatki Hagrida z serii Brick Trick Harry Potter pudełko zawiera przede wszystkim cegły do budowy. Dokładniej mamy tu cztery worki, w których znajdują się cegły beżowe i białe w sześciennych i prostopadłościennych wersjach. Oprócz tego zestaw zawiera wąskie deseczki do stworzenia podłogi i maskowania narożników ścian, dwie wypraski z tekturowymi elementami pokroju dachu, czy akcesoriów ogrodniczych i dwa worki ze sztucznymi trawami i mchami.

Gdzie wyrzucić elektrośmieci?

Skoro jesteś na tej stronie to prawdopodobnie otacza cię cała masa sprzętów elektrycznych i elektronicznych. Smartfony, tablety, telewizory, komputery, zegarki, pralki i inne urządzenia zasilane prądem są nieodzownym elementem naszego życia. Kiedy tylko się zepsują, albo znudzą bierzemy je i wyrzucamy do śmieci... No właśnie nie! Wyrzucenie tzw. elektrośmieci do kosza lub co gorsza do lasu bądź innego rowu może cię kosztować nawet 5 tys. zł grzywny!

Kwestię elektrośmieci reguluje ustawa z dnia 29 lipca 2005 roku o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym (Dz.U. z 2005r. Nr 180, poz. 1495 tj.). Określa ona kwestie postepowania ze zużytą elektroniką. Tej nie możemy wyrzucać na śmietnik, ponieważ jest to niebezpieczne i szkodliwe dla środowiska. Postanowiliśmy przybliżyć ten temat osobom, które nie wiedzą jak postępować z np. smartfonem, który swoje najlepsze dni ma dawno za sobą.

 

Gdzie można oddać elektrośmieci?

 

Skoro nie mogę wynieść lodówki do śmietnika, to co mam sobie z nią zrobić? Tutaj z pomocą przychodzą różne rozwiązania przewidziane w przepisach. Użytkownicy sprzętów elektronicznych mogą się pozbyć zużytych urządzeń w specjalnych punktach lub w sklepach z nowym sprzętem elektronicznym. Warto zaint

Volkswagen Golf R - najszybszy w historii

Volkswagen Golf kilka dekad temu pokazał światu że mały hatchback może rzucić wyzwanie na drodze sportowym coupe. Golf GTI stał się prawdziwą legendą i zapoczątkował erę hot-hatchy. Dziś rolę następcy kultowego modelu oraz sportowego ducha klasycznego GTI pełni Golf R. Nie jest to już prosta konstrukcja dająca radość z jazdy, ale zaawansowana technologicznie maszyna do szybkiego pokonywania zakrętów.

Volkswagen obiecywał, że jeszcze w tym roku pokaże nowego Golfa R i dotrzymał słowa. Najnowszy pocisk na kołach wyjechał z cienia i zaskakuje kilkoma naprawdę kuszącymi cechami. Pod maską drzemie silnik o mocy 320 KM, które trafiają na wszystkie koła. Dzięki temu pierwszą setkę osiągniemy po upływie 4,7 s. Co jeszcze ma do zaoferowania król kompaktów w topowej odsłonie?

Volkswagen Golf R - napęd stworzony dla radości z jazdy

Najnowsze dzieło niemieckich inżynierów ma stawiać przede wszystkim na efektywną jazdę i w razie potrzeby oferować prawdziwą radość z prowadzenia. Zacznijmy od tego co pod maską, czyli 2-litrowego silnika TSI o mocy 320 KM i maksymalnym momencie obrotowym wynoszącym 420 Nm. Cała moc trafia na wszystkie koła za pośrednictwem sześciobiegowej przekładni manualnej lub opcjonalnego automatu DSG o siedmiu przełożeniach. Taka konfiguracja ma pozwolić Golfowi R na osiągnięcie pierwszej

Klocki LEGO vs. chińskie podróbki!

Zastanawialiście się kiedyś skąd się bierze różnica w cenie pomiędzy zestawami LEGO i ich chińskimi podróbkami? Sprawdziliśmy na przykładzie zestawu LEGO Harry Potter Fawkes, Feniks Dumbledora 76394 na czym oszczędzają podróbki. Oczywiście poza oczywistą kradzieżą licencji i własności intelektualnej.

We wstępie musimy wyjaśnić, że podróbki klocków LEGO nie są fałszerstwem ze względu na wykorzystanie systemu klocków. Oficjalnie w 2011 roku patent na system klocków LEGO wygasł po 50 latach od jego zatwierdzenia. Oznacza to, że każdy może obecnie legalnie produkować klocki wyglądające i działające jak LEGO. Inną kwestią są takie dobra intelektualne, jak licencje posiadane przez duńską firmę. Kopiowanie 1:1 konkretnych zestawów i korzystanie z licencji, do których nie ma się praw jest plagiatem. Dziś skupimy się właśnie na takim przykładzie. Omówimy różnice pomiędzy oficjalnymi klockami LEGO i podróbkami oraz podpowiemy, jak się chronić przed oszustwem. Zapraszamy do lektury.

Gustowne opakowanie podrobionych klocków LEGO

Postanowiliście zamówić podróbkę klocków LEGO lub znaleźliście podejrzanie tanią ofertę. Czego należy się spodziewać? Możecie kojarzyć z różnych straganów z pamiąt

Gry z torem Le Mans

Robert Kubica zwyciężył w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, co naturalnie wywołało falę ekscytacji wśród polskich miłośników sportu. Fani wyścigów i symulatorów od dawna próbują swoich sił na wirtualnych wersjach toru Circuit de la Sarthe, ale jeśli jeszcze nie mieliście okazji i chcecie się poczuć niczym Kubica to podpowiadamy, w jakich grach znajduje się tor Le Mans.

Tor Circuit de la Sarthe można upalać w różnych grach od bardziej zręcznościowych tytułów po zaawansowane symulatory. W tych drugich zresztą społeczność graczy dba o obecność najbardziej kultowych lokacji ze świata wyścigów. Skupimy się więc na grach wyścigowych, w których standardowo lub w ramach oficjalnych aktualizacji pojawił się kultowy obiekt. 

Okazja na wirtualne objeżdżanie toru Circuit de la Sarthe jest bardzo dobra, ponieważ Robert Kubica jako pierwszy Polak zwyciężył w klasyfikacji generalnej 24-godzinnego wyścigu Le Mans. Dokonał tego w prywatnym Ferrari zespołu AF Corse, a także zapisał się obok Fernando Alonso jako drugi w tym wieku kierowca F1, który zwyciężył w tym klasyku i w wyścigu Formuły Jeden. Co więcej 24H Le Mans 2025 to podwójne polskie zwycięstwo, ponieważ w kategorii LMP2 sukces odniósł polski zespół Inter Europol z Jakubem Śmiechowskim na pokładzie. Gratul

Niezależne gry rajdowe

Jesteś fanem rajdów i chcesz zagrać w grę! Wszyscy znamy takie klasyki gatunku, jak serie Dirt Rally, WRC od wszystkich kolejnych deweloperów, czy nieśmiertelny Richard Burns Rally. Nie wspominając o kultowym Colin McRae Rally. Postanowiliśmy podpowiedzieć, jakie gry rajdowe powinniście jeszcze poznać!

Pytając graczy lub fanów rajdów o najlepsze gry możecie być pewni, że w zestawieniu znajdzie się kilka szlagierów. Wspomniane wyżej serie przez lata rządziły na rynku gier rajdowych. Były nawet czasy, w których gracze mogli wybierać spośród wielu rajdowych symulatorów i gier zręcznościowych. Z RBR próbował rywalizować Sebastien Loeb Rally Evo, a Colin McRae Rally miał konkurencję w postaci V-Rally, Pro Rally, czy Rally Championship Extreme. Polacy mieli swoje dwie odsłony Xpand Rally, a fani pełnego arcade zagrywali się w różne inkarnacje serii Sega Rally. Oj było w czym wybierać. Nawet dostawaliśmy takie kwiatki, jak Rajd Polski.

Ostatnie lata mogą się zdawać mizerne pod względem gier rajdowych. EA zabiło Codemasters, więc raczej nie dostaniemy już kolejnego Dirta. Nowe WRC zadebiutuje najwcześniej w 2027 roku. Czy fan rajdów ma dziś w co zagrać, czy raczej musi się posiłkować ulubionymi klasykami? Nie da się ukryć, ż

Alternatywy dla Starfield

Starfield okazał się dla wielu graczy sporym rozczarowaniem. Tytuł obiecywał wiele, a ostatecznie okazał się po prostu kolejną grą Bethesdy, która pod wieloma względami tkwi w limbo przeszłości. Niemniej tytuł zdaje się mieć tyle samo zwolenników co przeciwników. My za to zadajemy sobie pytanie, w co zagrać zamiast Starfield?

Nie będziemy wymieniać gier, które są podobne do Starfield. Musielibyśmy podać choćby ostatnie cztery Fallouty, czy gry z serii The Elder Scrolls. Obie serie nie oferują nam jednak kosmicznej przygody. Zamiast tego podrzucamy kilka tytułów, które zbierają nas w przestrzeń kosmiczną i robię pewne rzeczy dużo lepiej niż ostatnia "wielka" gra Bethesdy. Zapraszamy do przeglądu tytułów, które warto potraktować jako alternatywę dla Starfield.

The Outer Worlds – suplement gier Bethesdy

Wyobraźcie sobie pierwszoosobowego Fallouta w kosmosie z własnym statkiem. Taki jest The Outer Worlds od studia Obsidian Entertainment. Tytuł na pierw

Co to Funko POP?

O co chodzi z Funko POP? Świat geeków już dawno oszalał na punkcie figurek z wielkimi główkami. Sporo osób zakochanych w popkulturze chce mieć te urocze laleczki, ale też wielu ludzi nie do końca wie, czym one są i o co z nimi chodzi.

Zbliżają się święta i niektórzy „piszą” listy do Mikołaja, Aniołka, czy Dziadka Mroza uwzględniając w nich figurki Funko Pop. O ile dla geeków temat jest znany, o tyle znajdą się osoby, które czytając taki list z prośbą o prezent złapią się za głowę nie mając pojęcia co autor miał na myśli. Pomysł na ten artykuł zrodził się właśnie przy okazji rozmowy o pomysłach na prezenty pod choinkę kiedy jeden z rozmówców zapytał co to jest Funko Pop? Postanowiliśmy, że przybliżymy nieco fenomen tych niezwykle uroczych kurzołapów.

Czym są figurki Funko POP?

Na tym etapie tekstu wiecie już, że Funko POP to figurki. Ich cechą charakterystyczną jest nieproporcjonalnie duża główka z czarnymi oczkami i małe ciałko. Obecnie znajdziecie te figurki w wielu sklepach wielobranżowych, zabawkowych, czy nastawionych w jakikolwiek sposób na popkulturę, gaming i tematy typowo geekowskie. Figurki są wykonane z tworzywa winylowego i w niektórych sklepach możecie je znaleźć pod nazwą Funko

Co zamiast LEGO?

Klocki LEGO są objęte niemałym kultem, ale w ostatnim czasie można poczuć się zmęczonym tą marką. Spadek jakości, zachowawczość w rozwoju serii, czy w końcu ceny mogą przeszkadzać. Na szczęście jeśli lubicie klocki to nie jesteście skazani tylko na duńską markę. Przedstawiamy najciekawsze alternatywy dla LEGO.

LEGO dzięki patentowi na charakterystyczny system klocków konstrukcyjnych przez dekady było jednym z liderów rynku zabawkarskiego. Oczywiście po drodze losy firmy układały się różnie, a na przełomie wieków sytuacja marki była fatalna i uratowały ją licencjonowane komplety z cyklów Star Wars, Harry Potter, czy Władca Pierścieni. Obecnie marka w dużej mierze bazuje na licencjach, choć posiada też swoje autorskie linie klocków. Niemniej dla wielu osób może brakować pewnych możliwości. Wystarczy wspomnieć o braku zestawów militarnych, czy nieobecności w LEGO zestawów na licencji konkretnych marek.

Patent na system klocków LEGO stracił swoją ważność, dzięki czemu na rynku niczym grzyby po deszczu pojawiły się nowe marki. Niektóre z nich działają od dawna, inne dopiero zyskują rozgłos. Postanowiliśmy się bliżej przyjrzeć producentom alternatyw dla LEGO. Jak się pewnie domyślacie sporo z nich to chińskie marki, które nierzadko balansują na krawędzi przemysł

Figurki Youtooz - co to takiego?

Figurki Youtooz to kreatywne figurki stawiające na silną ekspresję postaci, które wynoszą kolekcjonowanie na wyższy poziom względem głównego konkurenta - Funko POP. Jeśli przejadły wam się POPki i szukacie innych winylowych figurek, które mogą być ozdobą waszych kolekcji, to koniecznie musicie poznać Youtooz. Czym są i co je różni od Funko POP?

Na pierwszy rzut oka koncepcje figurek Youtooz i Funko POP są bardzo podobne. Jednak już sam design figurek zdradza, że producent Youtooz ma inną wizję. Zagłębiając się w temat odkryjemy, że różnice polegają nie tylko w projektach postaci.

Czym są figurki Youtooz?

Youtooz jest kanadyjską firmą założoną w 2019 roku. Założeniem marki było stworzenie linii winylowych figurek, które przedstawiają postaci z popkultury i internetu. Zadanie nie było proste, biorąc pod uwagę ugruntowaną konkurencję pod postacią choćby giganta, jakim są figurki Funko POP.

Początkowo figurki Youtooz przedstawiały popularnych youtuberów, streamerów oraz postaci z memów. W miarę rosnącej popularności marka sięgała po licencje gier, seriali, filmów i animacji. W portfolio Youtooz znajdziemy m.in. takie licencje, jak Lord of the Rings, South Park, Looney Toons, Warhamm

Zobacz wszystkie

Masz pomysł na udoskonalenie Piwnicy? Podziel się!

Musimy o tym napisać! Tego Ci u nas brakuje! Daj znać, co chcesz znaleźć na Piwnicy.