Zapomniane seriale o superbohaterach, czyli świat przed MCU

Dzisiaj odpalając niemal każdą platformę streamingową znajdziemy jakiś serial oparty o komiksy i poruszający temat superbohaterów. Czasami mamy do czynienia historiami bazującymi na dobrze znanych markach, a innym razem telewizyjni twórcy przenoszą na ekrany mało znane franczyzy lub wymyślają swoich superbohaterów. Wśród tych seriali możemy już dziś wychwycić wiele produkcji, które szybko zostaną zapomniane. To nas natchnęło, aby przybliżyć wam najciekawsze, zapomniane seriale superbohaterskie z przeszłości!

Skupimy się na serialach, które doczekały się przynajmniej kilku odcinków, choć na koniec wspomnimy o kilku interesujących pilotach. Jak możecie się domyślić większość z produkcji o jakich powiemy nie była wysokich lotów i już w swoich czasach spotykały się z mieszanymi opiniami. Chociaż wśród wymienionych tytułów nie zabraknie kilku perełek i całkiem przyzwoitych telewizyjnych produkcji. Niektóre seriale zostały skazane na zapomnienie nie tyle przez słabą jakość co w wyniku różnych działań biznesowych i złych decyzji krawaciarzy w korporacjach. No, ale nie przeciągając zapraszamy na naszą wyliczankę seriali o superbohaterach, których zapewne już nie pamiętacie, albo o których istnieniu nie wiedzieliście.

Shazam! - 3 sezony / 28 odcinków

O ile pierwszy kinowy Shazam! wyszedł Warner Bros. całkiem nieźle to już sequel nie spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Znacznie lepiej w latach 70-tych poradził sobie serial o tym tytule. Produkcja powstała na fali popularności Batmana z Adamem Westem. Jednak Shazam! Miał być bardziej wesoły, kolorowy i lżejszy w odbiorze. Współczesnym widzom może to być ciężko zrozumieć, ale serialowu Batman z tamtych czasów był mimo wszystko mroczniejszy i dość poważny. Niemniej w omawianym serialu możemy zobaczyć losy Billy Batsona, nastolatka zdobywającego moc przemiany w bohaterskiego Captain Marvel. Mamy tu wszystko od za starego aktora wcielającego się w dziecko, przez kiczowate kostiumy, po banalne dialogi. Wszystko to składa się w całkiem solidne retro widowisko.

The Amazing Spider-Man  - 2 sezony / 13 odcinków

Popularny pajączek doczekał się wielu animacji i filmów kinowych, ale w latach 1977-1979 miał też swoją telewizyjną przygodę z serialem live-action. The Amazing Spider-Man doczekał się tylko 13 odcinków, po czym stacja CBS zdjęła przygody Petera Parkera z ramówki. Serial zwyczajnie oglądał się słabo. Po części powodów porażki można się upatrywać w znacznie popularniejszych serialach Wonder Woman i The Incredible Hulk, które w tym czasie odniosły spory sukces i okazały się lepsze jakościowo od produkcji o Człowieku-Pająku. Co ciekawe równocześnie z amerykańskim serialem powstawała jego japońska wersja. Ta spotkała się ze znacznie cieplejszym przyjęciem w Kraju Kwitnącej Wiśni. Zapewne dlatego, że uzyskanie supermocy przez ugryzienie pająka było dla Japończyków równie sensowne, jak to, że ich Spider-Man strzelał z karabinów i kierował potężnym robotem walczącym z potworami przypominającymi maszkary z Power Rangers. Japońska wersja The Amazing Spider-Man jest tworem naprawdę interesującym.

Swamp Thing – 3 sezony / 72 odcinki

W 1990 roku swój debiut telewizyjny zaliczył serial Swamp Thing opowiadający historię tytułowego Potwora z bagien. Produkcja telewizyjna była owocem popularności filmu kinowego pod tym samym tytułem z 1982 roku, który w dość mroczny sposób pokazał tę niezwykłą komiksową postać. Niestety niskobudżetowy serial poszedł w stronę kiczu, telewizyjnych sztamp i kostiumów, które już wtedy nie były przekonujące. Mimo silnej krytyki serialu udało się stworzyć aż 72 odcinki, co jest dość niesamowite biorąc pod uwagę obecne czasy, kiedy 6-odcinkowy sezon nawet jeśli jest wysoko oceniany to może przynieść kasację serialu przez słabą oglądalność. Widać liczby księgowym się zgadzały. Tutaj warto nadmienić, że w 2019 roku zadebiutował serial Swamp Thing, który oddał należyty hołd postaci i może się pochwalić odpowiednim klimatem zakrawającym o horror. W zasadzie obie produkcje można określić mianem zapomnianych.

Night Man – 2 sezony / 44 odcinki

Tego bohatera zapewne niewiele osób kojarzy. Night Man, czyli Johnny Domino jest jazzowym muzykiem, który w nocy zakłada kostium i z pomocą nowoczesnych technologii oraz własnych umiejętności kopie tyłki złoczyńcom. Serial Night Man zadebiutował w 1997 roku i adaptował komiks wydawnictwa Malibu Comics. Podobnie, jak większość produkcji w tym zestawieniu tak i tu produkcja stała raczej na budżetowym poziomie. To oznacza m.in. efekty, które dziś budzą delikatny uśmiech politowania. Niemniej serial ma ten wibe lat 90-tych. Co ciekawe Night Man nie był porażką, a do tego należał do serii komiksowej, która coraz lepiej sobie radziła. Efektem tego było wykupienie Malibu Comics przez Marvela i zamknięcie wydawcy, anulowanie wszystkich serii komiksowych i zamknięcie produkcji serialu. Jak widac z konkurencją można sobie radzić na różne sposoby.

The Thick – 1 sezon / 9 odcinków

The Thick w latach 90-tych otrzymał bardzo popularną i zabawną serię animowaną pod tym samym tytułem. Na fali popularności kreskówek w 2001 roku zrealizowano serial live-action. Sitcom o absurdalnym humorze z całkowicie zakręconymi historiami i postaciami spotkał się z bardzo ciepłymi reakcjami widzów i krytyków. Niemniej liczby musiały się nie zgadzać księgowym, ponieważ zaledwie po 9 odcinkach serial został skasowany. Mamy dziwne wrażenie, że dziś taki poziom kiczu mógłby się znacznie lepiej przyjąć.

Birds of Prey – 1 sezon / 13 odcinków

Co powiecie na telewizyjną kontynuację filmu Batman Returns? Birds of Prey opowiada o losach Heleny Kyle, czyli córki Batmana i Catwoman, która wraz z Barbarą Gordon postanawiają kontynuować dzieło swoich rodziców. Mroczny klimat, piękne bohaterki i kultowe postaci z komiksów. Serial zdawał się mieć wszystko czego trzeba i zaliczył fantastyczne otwarcie. Niestety oglądalność szybko spadła i ostatecznie Warner Bros. skasowało produkcję. Szkoda, ponieważ na ekranie można było zobaczyć takie postaci, jak Lady Shiva, Harley Quinn, czy Clayface. Co ciekawe twórcy nigdy nie potwierdzili, że omawiany serial i wspomniany film Tima Burtona należą do jednego uniwersum, chociaż w czołówce pojawiają się ujęcia pochodzące z Batman Returns.

Mutant X – 3 sezony / 66 odcinków

Grupa mutantów obdarzonych supermocami pod przewodnictwem mentora walczy z siłami zła. Brzmi znajomo? Mutant X z lat 90-tych minionego stulecia nie jest adaptacją komiksów z serii X-Men. Chociaż inspiracje są aż nazbyt widoczne. Zresztą The 20th Century Fox też tak uważało, co skończyło się pozwem, ale ostatecznie serial przetrwał przez aż 3 sezony. Produkcja była klasycznym proceduralem, w którym mogliśmy oglądać ładnych ludzi w roli bohaterów i efekty komputerowe, które dziś wytworzy każdy podrzędny youtuber. Mimo to fani komiksowych mutantów mieli chociaż namiastkę serialu, o którym marzyli.

The Gifted – 2 sezony / 29 odcinków

Trzeba przyznać, że The 20th Century Fox nie spieszyło się z kreatywnym wykorzystywaniem marek, do których prawa posiadali. Po wielu latach obserwowania wzrostu popularności seriali studio postanowiło stworzyć produkcję osadzoną w świecie X-Men. Fani szaleli, włodarze studia zacierali ręce i ostatecznie powstał serial, który nie był zły, ale przez jedno małe niedopatrzenie nie mógł osiągnąć wielkiego sukcesu. Oto bowiem fani komiksów dostali serial w świecie X-Men bez X-Menów. Historia rodziny mutantów uciekającej przed opresjami była ciekawa, ale nie na to czekali fani. Wyprodukowanie dwóch sezonów można uznać za sukces, ale był on na tyle mały, że po przejęciu wytwórni przez Disneya projekt skasowano.

Powerless – 1 sezon / 12 odcinków

Zawsze oglądamy superbohaterów walczących ze złoczyńcami nie zastanawiając się co ze zwykłymi ludźmi. Właśnie o tym jest Powerless, w którym widzowie poznają życie członków specjalnej komórki firmy Wayne Industries. Bohaterowie serialu pracują nad rozwiązaniami mającymi chronić zwykłych obywateli przed demolką serwowaną przez Batmana, Supermana i spółkę. Całość oddana w formie serialu komediowego pełnego gwiazd, jak Vanessa Hudgens, Danny Pudi, czy Alan Tudyk. Serial przepełniono humorem i wypchano easter eggami. To mało znana, ale warta zapoznania się produkcja.

Marvel's Inhumans – 1 sezon / 8 odcinków

Na ten serial czekało wielu, a zawiodło się chyba jeszcze więcej. Marvel's Inhumans zapowiadał ukazanie całej nowej różnorodnej cywilizacji żyjącej tuż obok nas. Serial miał być częścią MCU, a do tego w produkcji wzięli udział świetni aktorzy. Ostatecznie wyszło coś tak nijakiego, że już po pierwszych odcinkach większość fanów zapomniała o tym serialu. Co gorsza wydawało się, że twórcy serialu wstydzili się jego korzeni i praktycznie nic nie było takie, jak powinno być w komiksach. Nie wiadomo co zawiodło od strony produkcyjnej, ale wiemy, że serial zawiódł widzów. Nie ma się co nad nim dalej rozwodzić. Tak, jak Agenci Tarczy z każdym sezonem odchodzili od MCU i swojej pierwotnej jakości, tak Marvel's Inhumans zaczeli z poziomu mułu na dnie.

Blade: The Series – 1 sezon / 13 odcinków

O trylogii filmów Blade z Wesley Snipes'em można mówić różne rzeczy, ale miały swój unikatowy klimat. Szczególnie pierwsza część była świetna i nakreśliła nowy sposób pokazywania wampirów w kinie. Okazuje się, że powstała serialowa kontynuacja filmów stworzona przez Spike TV. Główną role przejął Kirk Jones. Serial spotkał się z mieszanym przyjęciem. Producenci postawili na klimat i aspekty wizualne oraz sceny walki, ale całkowicie położyli bohaterów i fabułę. Niemniej fani wampirów ze świata Marvela mogą sprawdzić, jak potoczyły się losy Blade'a w tej adaptacji. Oczywiście o ile jeszcze gdzieś znajdą ten serial. Być może to osłodzi oczekiwanie na zapowiedziany film w ramach MCU.

The Flash – 1 sezon / 22 odcinki

Na koniec serial The Flash z 1990 roku. Dzięki stacji CW fani komiksów mogli oglądać Flasha w ramach tzw. Arrowerse. Tu ciekawostka, ponieważ odtwórca roli Barry Allena z laty 90-tych pojawił się w nowym serialu jako ojciec głównego bohatera i Flash z innego universum. Wracając do omawianej produkcji to ta była dość dobrze zrealizowana, chociaż twórcy postawili bardziej na lubiany końcem minionego stulecia mrok. Wręcz można by powiedzieć, że miejscami Central City przypominało Gotham. Tak czy inaczej, jak na możliwości technologiczne z tamtego okresu moce bohatera pokazano przyzwoicie. Mrok przenika się z pewną kiczowatością, a całość jest bardzo ciekawą wizytówką produkcji superbohaterskich tamtych czasów.

To nie wszystkie zapomniane seriale superbohaterskie i bazujące na komiksach lub luźno powiązane z branżą komiksową. Wystarczy wspomnieć takie tytuły, jak No Ordinary Family, Automan, Human Target, czy Superboy opowiadający o młodości Supermana. Wytwórnie telewizyjne próbowały również doprowadzić do adaptacji Aquamana, czy X-Men w serialu Generation X. W obu przypadkach skończyło się na pilotach. W sieci znajdziecie ich zwiastuny i faktycznie może lepiej, że ostatecznie te seriale nie powstały.

Daj znać o nas znajomym

Klocki Pantasy - co to za marka?

Kontynuujemy nasz przegląd marek klocków, które mogą być świetnymi alternatywami dla LEGO. Dziś przyjrzymy się nieco bliżej klockom Pantasy, które zaskakują na kilku poziomach. Między innymi wyróżniającymi się licencjami, które przypadną do gustu także geekom.

Pantasy jest stosunkowo świeżą marką oferującą klocki. No właśnie oferującą, ponieważ nie zupełnie je produkuje. Mimo to w swoim portfolio posiada zestawy mocno wyróżniające się na tle konkurencji. Nie jest to kolejna marka ślizgająca się na granicy łamania praw autorskich. Przykładem takiego producenta było opisywane przez nas BlueBrixx. Zamiast tego bohater tego artykułu wykorzystuje unikatowe licencje, budując tym samym spójny wizerunek. Autorskie projekty z kolei cechują się wysokim poziomem detali i rozmachem. No, ale po kolei. Sprawdźmy jakie są klocki Pantasy.

Pantasy - co to za firma?

Firma Pantasy powstała w Chinach, jako biuro projektowe zajmujące się tworzeniem konstrukcji z klocków. Firmę założyli w 2020 roku pasjonaci konstruowania i z czasem rozbudowali swoją sieć dystrybucyjną na cały świat. W swoich zestawach marka wykorzystuje klocki produkowane przez markę GoBricks. Ta między innymi zaopatruje domorosłyc

LEGO Drzewko Bonsai jako Ent z Władcy Pierścieni

LEGO przeprosiło się z licencją Władcy Pierścieni i nowe zestawy robią imponujące wrażenie. Niestety zarówno swoim rozmachem, jak i cenami. Na szczęście społeczność miłośników klocków nie rozczarowuje i pokazuje, jak stworzyć swoje modele z kultowego uniwersum. Co powiecie np. na Enta z zestawu LEGO Drzewko Bonsai?

Dziś klocki LEGO są dla wielu użytkowników po prostu modelami i przedmiotami kolekcjonerskimi. Ot, złożyć według instrukcji, postawić na półce i zapomnieć. Na szczęście duch kreatywności nie zamiera całkowicie i niektórzy potrafią się jeszcze klockami LEGO bawić. Efektem są najróżniejsze konstrukcje, które nadrabiają braki licencyjne u duńskiej marki. Naszym punktem wyjścia niech będzie właśnie imponujący drzewiec wykonany w całości z zestawu LEGO Drzewko Bonsai 10281. Autor tej konstrukcji wykorzystał jedynie klocki, które znajdziecie w pudełku ze wspomnianym kompletem. No prawie, ponieważ na zdjęciach zobaczycie coś ekstra. 

LEGO Drzewko Bonsai zmienione w Enta z Władcy Pierścieni

Na fotografiach możecie zobaczyć model starego drzewca, który odegrał ważną rolę w historii Władcy Pierścieni. Figurka została wykonana w całości z element&oacut

LEGO Botanical na Walentynki!

Zestawy botaniczne LEGO okazały się wielkim sukcesem i duńska marka skrupulatnie je rozwija. Pora przyjrzeć się najnowszym klockom dla miłośników roślin, a czy może być ku temu lepsza okazja niż Walentynki? Sprawdźmy, jakie kwiaty z LEGO na Walentynki można ofiarować bliskiej osobie w 2026 roku!

Postanowiliśmy połączyć pomysły LEGO na Walentynki z przeglądem najciekawszych obecnie zestawów LEGO The Botanical Collection. Duńczycy nie pozostali ślepi na popularność zestawów, które zresztą doczekały się wielu naśladowców wśród innych producentów klocków. W ostatnim czasie pojawiło się wiele interesujących modeli przedstawiających zarówno cięte kwiaty, jak i rośliny doniczkowe. Postanowiliśmy się im nieco bliżej przyjrzeć i pokazać wam komplety, które świetnie się spiszą jako prezenty na Walentynki. Na końcu dodaliśmy też kilka uroczych propozycji spoza serii botanicznej.

Jakie kwiaty z LEGO na Walentynki?

Poniżej nie znajdziecie wszystkich aktualnych zestawów LEGO Botanical Collection. Wybraliśmy te z aktualnie dostępnych kompletów, które naszym zdaniem będą fantastycznym prezentem na Walentynki, ale także na inne okazje dla osoby lubiącej piękne kwiat

Co to Funko POP?

O co chodzi z Funko POP? Świat geeków już dawno oszalał na punkcie figurek z wielkimi główkami. Sporo osób zakochanych w popkulturze chce mieć te urocze laleczki, ale też wielu ludzi nie do końca wie, czym one są i o co z nimi chodzi.

Zbliżają się święta i niektórzy „piszą” listy do Mikołaja, Aniołka, czy Dziadka Mroza uwzględniając w nich figurki Funko Pop. O ile dla geeków temat jest znany, o tyle znajdą się osoby, które czytając taki list z prośbą o prezent złapią się za głowę nie mając pojęcia co autor miał na myśli. Pomysł na ten artykuł zrodził się właśnie przy okazji rozmowy o pomysłach na prezenty pod choinkę kiedy jeden z rozmówców zapytał co to jest Funko Pop? Postanowiliśmy, że przybliżymy nieco fenomen tych niezwykle uroczych kurzołapów.

Czym są figurki Funko POP?

Na tym etapie tekstu wiecie już, że Funko POP to figurki. Ich cechą charakterystyczną jest nieproporcjonalnie duża główka z czarnymi oczkami i małe ciałko. Obecnie znajdziecie te figurki w wielu sklepach wielobranżowych, zabawkowych, czy nastawionych w jakikolwiek sposób na popkulturę, gaming i tematy typowo geekowskie. Figurki są wykonane z tworzywa winylowego i w niektórych sklepach możecie je znaleźć pod nazwą Funko

Gry Funkoverse - co to?

Funko kojarzy nam się przede wszystkim z figurkami POP, ale już wśród nich znajdziemy różne edycje, rozmiary i wersje. Tymczasem działalność firmy nie ogranicza się tylko do tzw. kurzołapów. Ostatnio trafiliśmy na gry strategiczne z serii Funkoverse. Czym są i co mają do zaoferowania?

Na łamach naszego serwisu pisaliśmy już o tym, czym są figurki Funko POP. Teraz przyszła pora na kilka słów o serii gier Funkoverse, które mogą zainteresować nie tylko graczy planszowych, a przede wszystkim kolekcjonerów. Każda z gier zawiera bowiem specjalne figurki Funko POP przedstawiające bohaterów walczących w danej grze. Postaramy się krótko przybliżyć serię gier Funkoverse. Równocześnie podpowiemy, że niedługo powinny się pojawić recenzje odsłon Marvel i DC w naszym partnerskim serwisie Amator Planszówek.

Czym są gry Funkoverse?

Funkoverse Strategy Game, to coś w rodzaju systemu gier pojedynkowo-bitewnych od producenta najbardziej znanych figurek na świecie. Rozgrywka polega na pojedynkach między dwoma lub czterema graczami na zamkniętych arenach przedstawiających różne lokacje z danego uniwersum. Gracze wybierają

Recenzja komiksu Asteriks. Biały Irys

„Biały Irys” jest najnowszym tomem z serii „Asteriks”. To już 40 album z przygodami dzielnych Galów. Czy tym razem dostaliśmy angażująca przygodę? Zapraszamy na naszą recenzję komiksu!

Asteriks zadebiutował w 1959 roku i do dziś jego przygody są kontynuowane. „Biały Irys” jest kolejnym tomem zilustrowanym przez Didera Conrada. Za historię tym razem odpowiadał Fabrice Caro, a nie Jean-Yves Ferri. W tym miejscu należy przypomnieć, że postać Asteriksa wymyślił Rene Goscinny, a pierwotnym ilustratorem przygód Galów był Alberto Uderzo. Więcej dowiecie się z naszego artykułu o serii komiksów z Asteriksem. Czy najnowszy album godnie kontynuuje spuściznę marki? Zapraszamy na naszą krótką recenzję!

„Biały Irys” - ta kreska nadal zachwyca

Zacznijmy od ilustracji, które w tym przypadku zasadniczo odpowiadają za tożsamość bohaterów. Dider Conrad objął funkcję ilustratora serii od 36 tomu i ponownie udowodnił, że czuje tę markę komiksów. „Biały Irys” wygląda po prostu wyśmienicie. Bohaterowie prezentują się tak, jak powinni, a kreska od razu zdradza nam z czym mamy do cz

Zapomniane seriale o superbohaterach

Dzisiaj odpalając niemal każdą platformę streamingową znajdziemy jakiś serial oparty o komiksy i poruszający temat superbohaterów. Czasami mamy do czynienia historiami bazującymi na dobrze znanych markach, a innym razem telewizyjni twórcy przenoszą na ekrany mało znane franczyzy lub wymyślają swoich superbohaterów. Wśród tych seriali możemy już dziś wychwycić wiele produkcji, które szybko zostaną zapomniane. To nas natchnęło, aby przybliżyć wam najciekawsze, zapomniane seriale superbohaterskie z przeszłości!

Skupimy się na serialach, które doczekały się przynajmniej kilku odcinków, choć na koniec wspomnimy o kilku interesujących pilotach. Jak możecie się domyślić większość z produkcji o jakich powiemy nie była wysokich lotów i już w swoich czasach spotykały się z mieszanymi opiniami. Chociaż wśród wymienionych tytułów nie zabraknie kilku perełek i całkiem przyzwoitych telewizyjnych produkcji. Niektóre seriale zostały skazane na zapomnienie nie tyle przez słabą jakość co w wyniku różnych działań biznesowych i złych decyzji krawaciarzy w korporacjach. No, ale nie przeciągając zapraszamy na naszą wyliczankę seriali o superbohaterach, których zapewne już nie pamiętacie, albo o których istnieniu nie wiedzieliście.

Subaru BRZ - szybszy, mocniejszy i lepszy

Subaru BRZ wyróżniało się na tle pozostałej oferty marki i wiele osób zastanawiało się, czy ten model ma szanse na przetrwanie. Fani japońskiego coupe mogą spać spokojnie, ponieważ z cienia wyjechała właśnie druga generacja. Najnowszy BRZ ma być sztywniejszy, mocniejszy i szybszy niż kiedykolwiek.

Druga generacja sportowego coupe ma utrzymać charakter poprzednika, ale wierząc zapowiedziom marki, będzie jeszcze ciekawszą zabawką dla fanów sportowych wrażeń. Subaru serwuje nam zupełnie nową konstrukcję mająca zapewnić głębsze doznania z jazdy. Cóż przyjrzyjmy się nowemu BRZ bliżej.

Subaru BRZ - ewolucja designu

Tylnonapędowe coupe Subaru powstawało od 7 lat wraz z Toyotą GT86. Bliźniaki różniły się kilkoma kwestiami, jak choćby charakterystyka prowadzenia. BRZ miał się bardziej kleić do drogi, a do tego był nieco lepiej wyposażony. Toyota stawiała na czystą zabawę za kierownicą. Co ciekawe drugą generację zobaczyliśmy na razie tylko w wersji Subaru i jeżeli wierzyć obietnicom, to zabawy za kółkiem nam nie zabraknie. Na początek jedna

Singer ACS - rajdowy restmod na bazie 911

Niewiele osób pamięta, że Porsche niegdyś święciło triumfy w rajdach samochodowych. Kultowe 911 startowało także w szutrowych imprezach, jak legendarny Rajd Safari. Obecnie rajdówki tej marki można spotkać na odcinkach specjalnych, ale stanowią raczej ciekawostkę. Szkoda, ponieważ Singer ACS pokazuje, jak mogłyby wyglądać niemieckie coupe w prawdziwie rajdowym wydaniu.

Singer jest firmą znaną z restmodów na bazie Porsche 911. Najnowszy projekt firmy nosi nazwę ACS i jest współczesną interpretacją samochodu rajdowego na bazie Porsche 911. Firma pokazała dwie wersje tej fenomenalnej maszyny i aż chciałoby się wyjść na odcinek specjalny i zobaczyć te cuda w akcji.

Singer ACS - pierwsza rajdówka firmy na szuter

Dotychczas Singer tworzył głównie maszyny drogowe oraz torowe. Wraz z projektem ACS zdecydowano się na budowę rajdowego coupe przystosowanego do jazdy na luźnej nawierzchni. Auto z założenia miałoby podołać trudom klasycznego Rajdu Safari. Firma niedoświadczona w budowie tego typu samochodów postanowiła skorzystać z pomocy fachowca. W pracach nad ACS uczestniczył brytyjski inżynier Richard Tuthill specjalizujący się w

Volkswagen Golf R - najszybszy w historii

Volkswagen Golf kilka dekad temu pokazał światu że mały hatchback może rzucić wyzwanie na drodze sportowym coupe. Golf GTI stał się prawdziwą legendą i zapoczątkował erę hot-hatchy. Dziś rolę następcy kultowego modelu oraz sportowego ducha klasycznego GTI pełni Golf R. Nie jest to już prosta konstrukcja dająca radość z jazdy, ale zaawansowana technologicznie maszyna do szybkiego pokonywania zakrętów.

Volkswagen obiecywał, że jeszcze w tym roku pokaże nowego Golfa R i dotrzymał słowa. Najnowszy pocisk na kołach wyjechał z cienia i zaskakuje kilkoma naprawdę kuszącymi cechami. Pod maską drzemie silnik o mocy 320 KM, które trafiają na wszystkie koła. Dzięki temu pierwszą setkę osiągniemy po upływie 4,7 s. Co jeszcze ma do zaoferowania król kompaktów w topowej odsłonie?

Volkswagen Golf R - napęd stworzony dla radości z jazdy

Najnowsze dzieło niemieckich inżynierów ma stawiać przede wszystkim na efektywną jazdę i w razie potrzeby oferować prawdziwą radość z prowadzenia. Zacznijmy od tego co pod maską, czyli 2-litrowego silnika TSI o mocy 320 KM i maksymalnym momencie obrotowym wynoszącym 420 Nm. Cała moc trafia na wszystkie koła za pośrednictwem sześciobiegowej przekładni manualnej lub opcjonalnego automatu DSG o siedmiu przełożeniach. Taka konfiguracja ma pozwolić Golfowi R na osiągnięcie pierwszej

Zobacz wszystkie

Masz pomysł na udoskonalenie Piwnicy? Podziel się!

Musimy o tym napisać! Tego Ci u nas brakuje! Daj znać, co chcesz znaleźć na Piwnicy.